AUTYZM-CHAOS W GŁÓWCE..DLACZEGO?

Śliczny letni dzień…Malutkie miasteczko w zabudowie domów jednorodzinnych. Wokół każdego przepiękne, zadbane ogródki. Soczysta zieleń pozwala odpocząć zmęczonym oczom. Gdzieś wyśpiewuje swoje trele skowronek. Koi nasz słuch. Alejki z kwiatami unoszą ich woń, zapach koszonej trawy…to balsam dla węchu.

Na swoim podwórku tak grzecznie bawi się malutki chłopczyk…W kałuży z błotem myje swoje zabawki. Wyjmuje jedną, wkłada następną…Szepcze cichutko, obchodzi wokół swoje bajorko, ponownie kąpiel zabawek. Znudziło się??? Nie… ta zabawa trwa około 1 godziny. Potem zabiera „umyte” według swojego gustu zabawki, przechodzi w inną część ogródka. Tam jest murek. W równym rządku, z ogromną precyzją układa zabawki.. Żółty obok żółtego autka dokładnie tej samej marki…Potem motorki, wagoniki. Powstał pewien ciąg, konstrukcja jakaś. Chłopczyk poprawia ustawione zabawki, bo któreś z nich w wyniku podmuch delikatnego wiatru zmieniło swoje położenie. Trzeba dopasować pozostałe. Wszystko idealnie, z zegarmistrzowską precyzją. Stanął, niczym w kadrze filmowym zapamiętał ten obrazek i odszedł…Wymachując rączkami maszerował wzdłuż alejek…Kilkanaście razy równym krokiem….KOCHANY MALUTKI CZŁOWIECZEK. Naraz przeraźliwy krzyk zbliżony tonacją do pisku, rączki przyłożone do główki przemiennie zasłaniają uszy i oczka…Stoi w miejscu niczym skamieniały…Zero łez spływających po policzkach.Sekundy..podbiega Mama. Następuje reakcja obronna…Nie chce dać sobie pomóc. Próby przytulenia chłopca, zabrania na ręce przypominają jakąś bitwę…Z łuku brwiowego, nosa Mamy spływa krew. Ten malutki chłopczyk posiadł tyle sił i bronił się uznając każdego, kto podchodzi niczym największego wroga. Spocona, zmęczona Matka …Udaje Jej się schwycić dziecko, zanieść do domu. Paniczny krzyk jest nie do przerwania…Chłopczyk łka już, lekko słabnie w swoich zamaszystych ruchach ciałem…Matka z zakrwawioną twarzą trzyma SYNKA na kolanach. Tuli, kołysze, nie wypowiada żadnego słowa. Po długich chwilach robi się coraz ciszej…Kołyszą się obydwoje…Chłopczyk zasypia…Matka kładzie dziecko delikatnie do łóżeczka, nakrywa kołderką. W łazience obmywa twarz, przebiera rzeczy zabrudzone krwią. Rozcięty łuk brwiowy obmywa wodą utlenioną, zakłada plaster. Pokornie siada w fotelu i rozwiązuje kolejny rebus…Cóż mogło Synka pobudzić??…śpiew skowronka, soczysta zieleń…zapach koszonej trawy i kwiatów…Wiem. Sprawdzę …Bezszelestnie wstała z fotela, wyszła przed dom. Podeszła do murku, gdzie chłopczyk ułożył swoje zabawki. Kilka z nich leżało w różnych miejscach…To kociak przebiegł przez szczeliny w płocie i zburzył coś, co „stworzył” chłopczyk…Potem „zapisał” w swoich myślach wszystkie szczegóły…OBRAZ się zmienił…powstał chaos…wszystko wokół pewnie zaczęło wirować. Trzeba się bronić. Jak??? Krzykiem, wołaniem o pomoc!!!!!!!!! TO AUTYZM, który zmącił główkę Kubusia. To on prowokuje takie sytuacje, których nikt nie pojmuje…nie przewiduje. Może to było jeszcze coś innego, co  grzecznego chłopczyka tak bardzo wystraszyło…ON TEGO NIE POWIE…Nie wie, nie pamięta, NIE MÓWI…Córka odczekała, kiedy Kubuś się obudzi…Spokojny, wyciszony, z delikatnym grymasem uśmiechu na buźce zjadł obiadek, powrócił na podwórko. Łuk brwiowy z czasem się zagoił…blizna pozostała…niewielka, ale jest. Cóż…MIŁOŚĆ, ZROZUMIENIE, CIERPLIWOŚĆ, SIŁA …Przecież nikt będzie się uskarżał, jak trudno być RODZICEM dziecka z AUTYZMEM…To i tak niczego nie zmieni. Trzeba iść na przód i łapać chwile szczęścia widząc śmiech, radość dziecka.  Sceny tak bolesne szybko resetować…tak lżej…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=M9DCzbBB-l8[/youtube]

TAK CIESZĄ TE SCENY, KIEDY JESTEŚCIE RADOŚNI…NIECH TRWAJĄ W NIESKOŃCZONOŚĆ…KOCHAM WAS CAŁYM SERCEM..

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=gyJ5srEQwY8[/youtube]

1 komentarz


  1. dzieci mają taką cudowną cechę zapominania szybko przykrych wydarzeń, stłuczonych kolan, szpinaku na obiad. a z miłych wydarzeń cieszą się najpiękniej na świcie… dorośli tracę tę umiejętność. warto uczyć się od nowa, wzorowań na najmłodszych
    pozdrawiamy i trzymamy kciuki

Comments are closed.