Miesiąc: Październik 2011

UPADAJĄC – MIEJ WIARĘ, ŻE WSTANIESZ..

3 komentarze

Niemoc, bezradność  wobec  problemów , to bodaj największy „pożeracz” sił.  Można rozwiązać tysiące zagadek, podejmować trudne wyzwania i zmierzać do celu , kiedy wiesz, gdzie jest  META. I nie ważne, że wiesz o trudach tej drogi, o niebezpieczeństwie, które pojawić się może. Znasz kierunek i idziesz  . A kiedy los wyznaczył Tobie ścieżkę bez tego końca i METY nie oznaczył??? Idziesz w ciemnym tunelu  intuicyjnie. Widzisz światło…i znika ponownie na długo. Droga bez wyjścia, jakaś fatamorgana. Masz  do wyboru dwa rozwiązania – upadasz i już nie wstajesz, albo  pokonujesz szlak mimo wszystko. Tak krętych labiryntów na mojej ścieżce nie było od lat. Idę, upadam, wstaję, idę dalej. Każdy z tych upadków pozostawia blizny. Żeby chociaż trochę czasu mogło upłynąć do ich zagojenia…nie da rady. Nie goją się, powstają kolejne..

Przeziębienie Kubusia kolejny raz przywołało  zapalenie krtani….piąte w tym roku, czwarte od 5 września.  To napady duszności, brak powietrza, kaszel, który może połamać żebra od wysiłku. Trauma przeogromna.  W nocy   4 dni temu około  23.00 zaczęło się… Córka ma już spakowaną torbę do tych wyjazdów w kierunku szpitala. Przyszedł jednak lekarz…zaaplikował steryd – enkorton, różne leki  podawane co 10 min…Nawilżacz, specjalny parownik pracuje cały czas..Mój Motylek od tego kaszelku stracił głos…już teraz, to tylko chrypka. Boże, obeszło się bez wyjazdu do szpitala. Czekaliśmy pokornie, co przyniesie kolejna noc, kolejna … Stan w miarę się stabilizuje .Nie wiedziałam, ile razy jeszcze ??  Nie rozumiałam, nie pytałam dlaczego??  Kiedy słyszę w słuchawce Jego ciężki oddech przemienny z kaszlem, serce mi pęka .Wiem, co przeżywa córka, zięć…Mogę ich tylko słowem wspierać..Kubusia odporność stała się już zwyczajnie zerowa. Wyjałowiony organizm po antybiotykach , osłabienie tak widoczne u dziecka.  Pod oczkami  zasinienia , typowy objaw zmęczenia Kruszynki. Apatia totalna. Coraz bardziej się bałam o siebie…, że i ze mną z tego bezustannego napięcia jest  coraz gorzej…Odpycham te myśli  daleko. Ale one wracają . Moja aktywność  życiowa, zawodowa  swoją amplitudę zakreśla zbyt nisko .Czułam przez tych kilka dni , że  milowymi krokami  zbliża się do  mnie marazm. Spiętrzenie problemów  staje się niekiedy barierą nie do przejścia. Natłok pytań bez odpowiedzi  , chaos w głowie…Wiem, nie można się poddać, trzeba szukać rozwiązań…tylko gdzie ? Ostatnie dwa tygodnie były tak bardzo trudne. Zastój w interesach, klienci zalegają z płatnościami …na koncie  jakieś drobne.  Raty do zapłacenia , stałe płatności,  Kubusia terapie, kolejne leki dla mojego Aniołka. Nie myślałam już o swoich . Myśli skupione na „tu i teraz” .Przeżyć kolejny dzień , zasnąć i obudzić się z wiedzą , którędy iść, żeby nie oszaleć. W czwartek dopadła mnie totalna depresja…Kubuś znowu gorączkuje, kaszel , choć już wykrztuśny  osłabia maluszka. Pękłam. Ja już tego nie dźwignę!!!!! Nie- nie mogę pokazać dzieciom, że jestem bezradna,…że dręczy mnie bagaż problemów. Trudno jednak ubrać maskę i zasłonić łzy, które same płyną niczym kaskada po policzkach. Kiedy gardło ściska dziwna siła, łzy muszą popłynąć, żeby się nie udusić.. Młodsza córka, która mieszka ze mną – to mój ANIOŁ STRÓŻ. Jest zawsze obok . Kiedy milczę i ona milczy , kiedy rozważam , wspiera mnie , myśli za mnie. Piątek  ..poszłam do pracy . Wiedziałam, że będą moim wspólnicy. Sama nie przeprowadziłabym  żadnej  rozmowy z klientem, nie wspomnę o  skonstruowaniu pisma. Dzieci były z Kubusiem na wizycie lekarskiej…Jest lepiej Mamo- usłyszałam głos córki w słuchawce. Musimy być cały czas czujni, mierzyć temperaturę, podawać leki. Póki, co bez antybiotyku. To bardziej wirusowe , niż bakteryjne ..Chwila oddechu…spływ adrenaliny. Mamo, załatwiłam Twoje leki, Grzegorz przywiezie Tobie i tylko się nie denerwuj…Tym razem potok łez wzruszenia  zraszał moją zmęczoną twarz. Kubusiowi lepiej i mam swoje leki, których po prostu nie  miałam jak zdobyć…Leczę się też prywatnie…to koszty…wizyta plus leki…zbyt dużo…Po jakimś czasie wspólnik oznajmia, że na konto mojej firmy wpłynęła  jedna z zaległych kwot . Będziemy mieli  chociaż jakieś środki. Wszystkich Świętych…trzeba ubrać groby . Nigdy , przez wiele, wiele lat nie miałam dylematu  – skąd pozyskać  pieniądze ??? Za co kupić wieńce, kwiaty, znicze ??? Tym razem widmo, że groby moich najbliższych, bliskich będą bardzo skromnie ubrane przerażało mnie..Na konto firmowe wpłynęło tyle, że może  dam radę opłacić w terminie raty kredytów, które zaciągnęłam na swoje leczenie, leczenie Kubusia…Jeszcze tylko spojrzę na stan swojego  konta , obliczę na ile wystarczy  i idę do domu. ..Loguję się…patrzę i  byłam przekonana, że ze stresu tego złego zmieszanego z pozytywnymi przekazami w głowie mi się całkiem pomieszało….Nie dowierzam…Razem ze mną w mojej  firmie pracuje młodsza córka. Proszę ją, żeby podeszła i potwierdziła, czy widzi , to samo co ja ???  TAK…to nie było przewidzenie…MOJA PRZYJACIÓŁKA  wpłaciła na moje konto kwotę, która  pozwoliła opłacić raty , zostało jeszcze trochę na bieżące potrzeby…TO BYŁ CUD…Nigdy nie mówię nikomu o swoich problemach. Zdecydowanie lżej przyjmuję problemy innych , słucham ludzi, wspieram tak, jak tylko potrafię.  Schorzenie Kubusia, walka o dzieciątko, to jedyny problem, który przekazuję głośno, publicznie…Nie po to, by się skarżyć…choć i ja kilka razy BŁAGAŁAM O POMOC dla mojego MOTYLKA . Magia internetu jest przeogromna…Już nie wyobrażam sobie życia bez tej wzajemnej komunikacji z wirtualnymi PRZYJACIÓŁMI …Radości i smutki…łzy szczęścia i bólu nie musisz dzielić samotnie…Zawsze znajdzie się ktoś, komu można pomóc i kto Tobie pomoże…WIRTUALNIE I REALNIE…

Szybko zorientowałam się, kto „doniósł” mojej PRZYJACIÓŁCE o problemach finansowych …Jak wspomniałam, trudno niekiedy zatuszować niemoc, która przeszywa tak bardzo, bardzo mocno. Kilka dni wstecz rozmawiałam z Jej synem…Powiedział mi, że musze trochę odpocząć, bo nie ciekawie wyglądam. Zmęczenie miałam pewnie wypisane na twarzy…trochę spadła „masa ciała”…Powiedziałam …Synku…wyjdę z tego, ale już nie mam pomysłu jak ??? Kubuś, interesy..za chwilę bieda i ja się poddaję…Pamiętam, jak  powiedział…nie …da Pani radę…jest nam Pani potrzebna…To on przekazał cichutko, bez „konsultacji „ swojej Mamie o tej mojej dziwnej walce samej z sobą…a Ona cichutko, bez konsultacji pomogła mi….Pożyczyła kwotę, która tak bardzo była mi potrzebna…To był przełom tych dwóch tygodni beznadziei…Stała u mojego boku WIARA< NADZIEJA , POKORA ..Już coraz słabiej czułam ich moc. Kiedy byłam blisko upadku, myślałam, że już się nie podniosę …niczym czarodziejską różdżką wszelkie problemy bieżące zostały zabrane …

„ A wszystko to działo się między wschodem i zachodem słońca”…

Staram się zawsze raz na dwa miesiące jechać do mojego ukochanego Sanktuarium MATKI  BOŻEJ BOLESNEJ  w Oborach ( okolice Golubia Dobrzynia) przy Zakonie karmelitów. Musiałam jechać w sobotę . Tym razem podziękować Matce Bożej Bolesnej za te wszystkie łaski, które jednego tylko dnia  odgoniły czarne chmury nad moim życiem.Zawsze jadę z wieloma intencjami. Jadę i tak bardzo mocno proszę…Teraz jechałam ufnie dziękować całą sobą.  Przez  kilka godzin modlitwy, tak zwany WIECZERNIK  wylałam pewnie morze łez…Zawsze są tam tłumy ludzi…liczne pielgrzymki. Okres Wszystkich Świętych pewnie skierował rzesze pielgrzymów na groby bliskich. Było niewiele osób. Przepiękna możliwość skupienia, takiej szczerej rozmowy  z Matką Bożą. Niezwykły ksiądz Piotr, który prowadzi te msze jest  przykładem dobra, wierności, ufności…Wsłuchując się w Jego przekaz  nie można myśleć o niczym innym …tylko o tym, co w sercu, duszy  tkwi…Tak bardzo się wyciszałam. Zaczynałam od nowa  tłumaczyć sobie wiele spraw, które ponownie stawały się czytelne, zrozumiałe…rzeczywiste, ludzkie.  Odbyłam jedną z piękniejszych spowiedzi  , przyjęłam Komunię . Po raz pierwszy od tego mojego trzyletniego pielgrzymowania do Sanktuarium poczułam wprost moc Ducha Świętego.. Ostatnią z ceremonii , która toczy się szczerą , kilkugodzinną modlitwą jest  błogosławieństwo dla chorych. Było niewiele osób….może 100 . Zazwyczaj to około 500 lub więcej pielgrzymów. Ksiądz prosił o podchodzenie pod ołtarz, a On nakładając dłonie na nasze głowy szczerze się modli….Spoczynek w Duchu Świętym, sen w Duchu świętym. Wielokrotnie widziałam to zjawisko z udziałem innych wiernych. ..Po nałożeniu dłoni przez kapłana  osoby obsuwają się na podłoże  przy asekuracji  innych. Leżą w bezruchu kilka minut, po czym wstają i dalej się modlą…W sobotę i ja doznałam tego zjawiska ….Kapłan nałożył mi ręce na głowę…płakałam …Czułam , jak  bezwładnie ktoś kładzie mnie na posadzkę. Słyszałam słowa kapłana gdzieś w oddali, nie mogłam ruszyć ręką, nogą, otworzyć oczów…Było mi tak dobrze…Nie wiem, jak długo byłam w tym stanie…dwie, pięć minut…po czym wstałam i wróciłam do ławki, gdzie siedziała moja siostra ze szwagrem….Też byli bardzo wzruszeni…To był CUDOWNY DZIEŃ, który tak bardzo wyciszył moje rozchwianie emocjonalne. Napełniły się akumulatory  siły, potężnej wiary  w Tych, którym oddaję swój los, los bliskich, Przyjaciół, każdego w potrzebie…Wiem, że sięgnęłam dna emocjonalnego,…ale też zrozumiałam, że muszę iść dalej. Jeszcze mam tyle spraw w tym życiu do zrobienia. Muszę być silna nade wszystko psychicznie…Gdzieś  zabliźniły się rany niemocy.

Moje CUDOWNE DZIECI, KUBUSIU NAJDROŻSZY…damy radę !!!!!!!!!  Choć nie jeden raz los nas jeszcze zaskoczy….odziani w płaszcze pokory  czekajmy na te nasze promyki słońca…Ja swój już odnalazłam na nowo, taki mały promyczek….i Wy zobaczycie. Wiara czyni CUDA, dobro powraca  lawiną…Tego jestem pewna na milion procent.

Kubusiu – Iskierko moja…babcia zrobi wszystko, abyś  nabierał i Ty sił tak bardzo potrzebnych w Twoim stanie…Jeszcze nie wiem co ???Ale jestem już silna i się dowiem…wiesz Skarbie????Znajdę też sposób na przywrócenie radości moim córkom, zięciowi, przyszłemu zięciowi.Dobry Bóg  obdarzył mnie tak szczodrze właśnie moimi dziećmi…To sens i tak ogromna chęć  życia dla nich …dla każdego, komu tylko w czymkolwiek pomóc mogę…

NIC NOWEGO U MNIE, JESTEM CHORY..

2 komentarze

Cześć,

No i co ??? znowu jestem chory. Dwa dni, tylko dwa dni byłem w przedszkolu .

Katarek tak bardzo mocno „dopadł „mnie wczoraj. Gabinet mojego Pana doktora, to ja już znam bardzo dobrze. Od dwóch miesięcy, no to nieraz sobie myślę, czy to mój nowy pokój w innym domku…Nie…nie dostałem antybiotyku, ale ZERO spaceru, chodzenia do przedszkola. Nic z tego nie rozumiem normalnie. Pan doktor mówił, że dużo dzieci i dużych osób choruje . Te bakterie sobie fruwają i tak mnie chyba polubiły one. Boziu..mam ten oczyszczacz powietrza i lżej mi się oddycha troszkę w pokoiku.  Od kilku dni powróciły te moje bolesne skurcze. Wszystko mnie wtedy boli, nawet włosy chyba. Bo to jest tak…jak ja się na przykład bawię, to cieszę się tak inaczej, tak całym sobą. Jestem spięty bardzo . Nieraz nie potrafię chodzić, tylko biegam długo na paluszkach. Biegam po pokoju – od jednej ściany do drugiej jak taki Pan, co w balecie na tych palcach chodzi w takich innych butkach. Potem moje napady agresji. No, to znowu się spinam. Całe ciałko jest spięte tak. To te mięśnie w tych moich nóżkach, rączkach, pleckach mocno się „zbiją „ we mnie . Wieczorem po kąpieli , to chyba się jakoś rozluźnia  i to strasznie boli. Będą mi Rodzice niedługo u jeszcze innej Pani doktor robili badania jakieś – takie pierwiastkowe badanie włosków. Może wtedy się okaże, czego mam za dużo i czego za mało. No, bo z badań krwi nie wyszło, ze mam tam jakiś niedobór magnezu i potasu, czy coś…to też powoduje te skurcze. A teraz nie wiedzą dokładnie.  Płaczę . Łzy mi wtedy tak mocno płyną.Nie…  nie krzyczę, tylko płaczę. Mamusia smaruje swoje rączki takim czymś i mnie masuje . Ale przecież nie ma dużo rączek, tylko ma dwie. I masuje mi plecki, a boli mnie jeszcze rączka i nóżki . Tak nieraz kilka godzi to jest.  W domku mamy taki fotel, albo łóżko. Sam nie wiem jak to się nazywa. To takie coś, jak jest się u dentysty, albo pani kosmetyczki. Wtedy ja tam leżę przykryty kołderką, a Mamusia siedzi na krzesełku , albo chodzi wokół tego  łóżka i masuje. Pan doktor zapisał mi dzisiaj leki na te skurcze. Będę je połykał. Zresztą ja ciągle muszę te wszystkie różne leki połykać niesmaczne. Ja wiem…Mamusia jest bardzo, bardzo zmęczona. Tak bym chciał , żeby mogła odpocząć. Chociaż troszeczkę. Ja bym chciał, ale nie mogę nic za to, że tak to jest . Moja krtań jeszcze się nie rozchorowała, ale Pan doktor mówił, że przez trzy dni, no to może znowu mi się nawrócić i trzeba na mnie ciągle uważać. Wydmuchiwać z noska  muszę katarek  .Tak chciałem pobyć z dziećmi. Nie mogę. Ta moja terapia , to miało być stopniowe włączanie mnie do grupy , nauka wspólnej zabawy, pracy . A ja byłem tylko kilka razy w przedszkolu i co ??? Nie nauczę się, i mogę dalej się bać . Boziu…..zlituj się nad nami , tak bardzo Ciebie proszę. I Inni proszą, bo babcia mi mówiła, że dużo Aniołków o moje zdrówko Ciebie prosi.  Nie…nie mówią za cicho przecież. Chmurki przeszkadzają i nie słyszysz ??? Słyszysz ..  wiem o tym!!. Dobrze, będę głośniej może mówił i rączką machał do Ciebie …Jak zobaczysz taką malutką, chudą rączkę , no to jest moja . To ja tak teraz będę kiwał do Nieba , do Ciebie tak ??? I paciorek mówił głośno…no, tak po swojemu. Jesteś obok cały czas ??? No to dobrze…i przy Mamusi mojej i Tatusiu ?? acha…No , bo teraz , to tylko Wiara w Ciebie nam została . Nawet Pan doktor tak dzisiaj powiedział. Tak Ciebie kochamy wszyscy- wiesz?

Ty nas też Boziu??? Jeszcze mocniej ?? Dziękuję. Kubuś…

Smutno mi…Tak mocno mi smutno jest – wiesz …i zmęczony jestem bardzo..

Motylku mój najdroższy…babcia już nie wie, jak Tobie pomóc..Stanęliśmy na jakimś rozdrożu i drogowskazu brak, którędy iść…Chciałabym tak pomóc..nie wiem jak Aniołku. Kocham Ciebie Kruszynko całym sercem..

„Bezsilność, gdy coś dzieje się poza nami, bezradność – gdy nie dzieje się w nas”.   ~Papillondenuit