BABCIA…przepiękne słowo. Usłyszałam je pierwszy raz , kiedy Kubuś miał może półtora roczku.
„Ba- ba” wypowiadane przez te malutkie usteczka brzmiały niczym przepiękny utwór, który chwyta za serce tak bardzo. Kochałam maluszka już od dnia, kiedy zabiło Jego serduszko pod sercem mojej córki. Szalałam z radości po potwierdzeniu, że nowe życie znalazło swoje miejsce w naszej Rodzinie. Moja cząstka…moja dziecinka. Zobaczyłam pierwsze zdjęcie z USG…i słucham zalana łzami szczęścia przekazu córki, zięcia.. To jest główka, tutaj rączki, nóżki …słyszałam bicie serduszka w gabinecie..
Jak to w cyklu biologicznym jest…pierwsze delikatne ruchy, z czasem coraz bardziej wyczuwalne.
Wmówiłam sobie gdzieś podświadomie, że to będzie dziewczynka…moja wnusia. W rodzinie dominującą płcią są dziewczynki. Mam dwie córki. Synka Bozia zabrała mi 28 lat temu po zaledwie 12 godzinach trwania na tym świecie.
Widziałam czarnowłosą dziewczynkę, której zaplotę warkoczyki , będę przebierała w sukienki..
Monika z zięciem przyszli z kolejnej wizyty lekarskiej, z dyskretnym uśmiechem na twarzach..Mamo, nic z Twoich kokardek, warkoczyków…To jest CHŁOPCZYK!!!!!!! Jezu, pamiętam tak bardzo ten dzień…Wnuczek…będę miała wnuczka, chłopca , maluszka cudownego…Prosiłam córkę, czy mogę przytulić się do dziecinki …Rozmawiałam do niego, głaskałam brzuch , pukałam delikatnie ,Aniołku..to ja, Twoja babcia..Musisz już teraz wiedzieć, że tak bardzo, bardzo Ciebie kocham..Rośnij syneczku – my tutaj na Ciebie czekamy !!!!
Biegałam po sklepach, kupowałam ciuszki .Wszystko z niebieskim akcentem. Jedna ze sprzedawczyń powiedziała mi kiedyś…niech już Pani tyle nie kupuje…dziecko szybko rośnie, a ono ma tyle rzeczy. Minuta zastanowienie…dobrze, to mi Pani pokaże trochę większe…takie na cztery miesiące, pół roczku. Uśmiechnęła się i poprosiła, żebym się wstrzymała, bo kupić zawsze mogę. Nawet nie wiemy, jakie duże dziecko będzie. Zrozumiałam-przestałam- wyprawka była pełna na kilka miesięcy.. No, a zabawki ?? ..zapomniałam o karuzeli nad łóżeczko, gumowych misiach, kaczuszkach, gryzaczkach..
Zapełniłam w SMYKU cały koszyk …Ufffff, już wszystko. Jeszcze w ostatnim miesiącu łóżeczko, pościel kolorowa, baldachim nad łóżeczko, wózek…Mały człowieczku…jeszcze trochę i zobaczę ten dar od Boga. Noc z 26 /27.09.2006 r była bardzo, bardzo długa . Ranek zaś był jedną z najcudowniejszych chwil w moim życiu. Przyszedł na świat, złapał swój pierwszy oddech , wydał swój pierwszy krzyk mój WNUK…Pierwsze zdjęcie przesyłałam MMS do wszystkich ….KUBUŚ…mój KUBUŚ …NASZE MALEŃSTWO !!!!!!!!! Pierwszy kontakt po kliku godzinach od narodzin. Aniołek , Jego prześliczne minki ,aksamitne ciałko. To nie był już strumyk łez szczęścia…to ocean łez, których ni jak powstrzymać nie mogłam. Mój umysł zapamiętał wszelkie szczegóły .Powrót Mamy z Syneczkiem do domu. Pojechałam razem z zięciem do szpitala…Dumny Tato niósł swojego SYNA, podtrzymywałam zmęczoną córkę . W domu już spokojnie mogłam zobaczyć chłopczyka …ZDROWY…SPOKOJNY, prawdziwy Aniołek. Byłam kilka dni u dzieci, żeby im pomóc . Każdą sekundę w wolnej chwili wpatrywałam się w mój Skarb. Z dnia na dzień rósł,przybierał na wadze, apetyt dopisywał…
Musiałam wracać do swojego domu, gdzie leżała moja Mama. Serce rozdarte między bólem patrząc na schorowaną prababcię Kubusia i radość, tęsknota za Kubusiem. Jakoś dawałam radę godzić to wszystko…
Pierwszy świadomy uśmiech Motylka, pierwszy ząbek, pierwszy kroczek…pierwsza sylaba …”BA-BA „
Po odejściu mojej Mamy do Domu Ojca pewien rozdział w życiu zamknął swoje karty . Trzeba było iść na przód , obrać ten cel. Celem była pomoc dzieciom. Kiedyś -pamiętam posadziłam Kubusia na kolana i rozmawiałam sobie….Skarbie, zrobię wszystko, aby Twój dziecinny świat był bajeczny.
Tatuś zbuduje Wam domek, babcia pomoże finansować. Będziesz miał swój śliczny pokoik wypełniony bajeczkami, zabawkami. Nauczymy Ciebie, jak być dobrym kolegą, że trzeba się dzielić z wszystkimi zabaweczką, smakołykiem. Co dnia będziesz poznawał piękne obrazki z tego świata. Damy Tobie tony Miłości, ciepła. Będziemy mieli swoje „sekrety”. Nauczymy Ciebie wszystkiego. Tylko rośnij zdrowo maleńki, to najważniejsze…
Pierwsze infekcje rodziły niepokój …pierwszy pobyt w szpitalu, zapalenie oskrzeli. To było okropne..
Boże…wołałam, zrzuć na mnie ten bagaż, poniosę pokornie. Oszczędź to dzieciątko , moje dzieci…
Nikt jeszcze nawet w najciemniejszych scenariuszach nie przewidywał, że dramatyczne role dopiero przed nami, tak trudne do odegrania …Diagnoza skierowana wobec mnie – to jest NOWOTWÓR zakryła całe słońce, które świeciło …Nie, to niemożliwe…Dopiero złapałam oddech po stracie Mamy. Mój wnuk, moja pomoc dzieciom…OBIECAŁAM !!! I co teraz…może to pomyłka///Czas oczekiwania zaczął spełniać swoją okrutną rolę…Poddać się, zawalczyć??? Boję się!!! Nie, nie o swój ból się boję. Boję się o traumę moich dzieci, którą im zgotuję…Przemilczę, czy powiedzieć>>Nie mogłam podjąć bardzie słusznej decyzji…przecież i tak na to moje życie ja wpływu nie mam. Ktoś mi je dał, ktoś mnie stąd zabierze. Zawalczyłam, wygrałam…nieborak usunięty …śpi…
Żyć będę , …nie koniecznie dla siebie…dla dzieci…
Po walce, wygranej, powrocie do domu czekałam tak bardzo na Kubusia…na ten cudowny zapach niewinnego dziecka , na uśmiech i magiczne ba-ba…
Jest!!! dzwonek do drzwi…Idę delikatnie skulona i czekam na to moje szczęście…na Kubusia..
Dzieci weszły….Kubuś został wniesiony na rękach. Nie ma” ba- ba”, nie ma buziaczków, przytulenia , uśmiechu…Widzę dziecko , mojego wnuczka jakże innego…obcego, obojętnego. Mojego domu nie wypełniła Jego radość głośna. Był, a jakoby Jego nie było. Sam ze swoimi myślami gdzieś rzuconymi w przestrzeń. Smutek nastał , rozważanie, burza myśli. Konsultacje, diagnozy…i słowo AUTYZM…splątane myśli, główka inaczej rozumie. KRZYK – DLACZEGO ?????? Co dalej …i wyciszenie, które nastać musiało , żeby zebrać siły do walki o kolejne dni dziecka. Nie umiałam przechodzić obok rówieśników Kubusia bez wsłuchiwania się w ich głos. Tak by już mówił, tyle potrafił…zaśpiewał, zatańczył, powiedział wierszyk, wysłuchał bajeczki…
Moja radość z bycia babcią jest zupełnie inna. Cieszę się z każdego spokojnego dnia, z każdego postępu Kubusia . Choć przez dwa długie lata nie słyszałam słowa BABCIA – mój Kubuś jest nadal takim samym cudownym dzieckiem , jak przed dniem, kiedy zniknął myślami. Pokora i Wiara tak głęboka , że doczekam ponownie chwili, kiedy Kubuś zrozumie kim jestem, wypowie słowo Babcia przyniosła swój owoc. Kubuś poznaje mnie, mówi babcia Gosia. Ten sukces okupił tysiącem godzin trudnej pracy, terapii , w której ciągle musi uczestniczyć…
A ja modlę się co wieczór błagając Boga o siły , aby pozwolił utrzymać tempo …bo tutaj zwolnić na dłużej nie można. Te łaski, to przetarte szlaki w Kubusia psychice, które drobnymi kroczkami torują dłuższe ścieżki ….
Wiesz Aniołku…jeszcze nie masz tego swojego bajecznego pokoiku, który obiecałam Tobie stworzyć..
Jest jeszcze szary, pokryty tynkiem. To nic Kruszynko. Obiecałam, kiedy nie wiedziałam, że najważniejsze będzie Twoje leczenie. To bardzo dużo pieniążków …Miałbyś już kilkanaście takich swoich pokoików , gdyby nie Twój Autyzm Skarbie. Wiem, że wybaczysz mi nie dotrzymania tej obietnicy jeszcze teraz….Wierzę, że już za kilka lat zaczniesz wszystko rozumieć , uwolnisz swój uwięziony mózg z tej pajęczyny . To dalszy trud i walka!! Słonko…nie jesteśmy sami w tej pielgrzymce, a to łaska tak wielka od Bozi. Dobre słowo od każdego bardzo wzmacnia. A moja Miłość Motylku do Ciebie??? Jest moim światłem w tym labiryncie życia. I chociaż ciemna kurtyna przykrywa tą złotą kulę na niebie problemami dnia codziennego…ten płomień w moim sercu choćby było nie wiadomo jak ciemno oświeci mi drogę , żeby do Ciebie docierać,…co dnia coraz więcej, i więcej . Poczekam Kubusiu i nigdy nie zwątpię. Nie usłyszę jeszcze wierszyka wypowiedzianego z sensem…nie zasiądę w ławeczce w Przedszkolu , nie obejrzę Twojego występu w to Święto. To nic Aniołku…Poczekam pokornie na kolejny, może kolejny rok. Doczekam się!!!! Wierzę
Dzisiaj miałeś Skarbie trochę kiepski dzień. Schowałeś się przed wszystkim, przed wszystkimi. W przedszkolu szukała Ciebie Mamusia, Pani, Pan,…a Ty Iskierko siedziałeś cichutko w szatni , zakryłeś się kurtkami dzieci i nikt Ciebie nie widział …Co Ciebie przestraszyło Słonko, co lęk wzbudziło? Nie chcesz opowiedzieć… Te chwile są bardzo trudne, kiedy znikasz…Dla nas trudne…Ty tego nie rozumiesz – wiem. Zrozumiesz za czas jakiś mój cudowny wnusiu.. Dzięki Tobie Motylku mam to szczęście być BABCIĄ…Trzymam Twoją rączkę dziecinko i pokonujmy nasz szlak …Damy radę??? Jasne, że tak!!!!!!!!!!!
Jutro przyjedziesz do babci i dziadka …Wiem, że zrobiłeś śliczne laurki zupełnie sam. Jutro też babcia pojedzie do Bozi daleko ..podziękować i prosić dla wszystkich w potrzebie…Kiedy wrócę będziesz już spał u babci…Rano się zobaczymy i wszystko Tobie opowiem.

Tak bardzo Ciebie kocham mój malutki chłpczyku…Tak bardzo, bardzo mocno…o tym już wiesz.