„Cóż za dziwną naturę ma człowiek! Wyobraża sobie mianowicie, że cierpienie, które sam znosi, są ogromne, a te, które zadaje- znikome. Jedne bowiem sam odczuwa, drugich zaś nie”.
Dzisiaj miałem kryzys..nawet moje „CZEŚĆ” nie było tak magiczne…ja już nie wiem, co mam robić z tym wszystkim, jak to pokonać, jak opanować….to coś uwolniło się z tego kokonu w mojej główce i nic mi się nie chciało…wczoraj radość, dzisiaj inność….ile jeszcze zniosę takich chwil, ile chwil zniesie mamusia, tatuś, bliscy….tak się staram być kochanym synem, a ten kokon…ten brzydki kokon otacza mnie i krępuje to, czego pragnę…
Wczoraj wieczorkiem wszystko mnie bolało…mamusia masowała mi nóżki, plecki, to było takie dziwne uczucie….jak ja mówię „ ał” to naprawdę mnie boli…niekiedy wszystko mnie boli i nie umiem określić tego bólu…..bolą mnie nóżki, rączki, brzuszek….albo wszystko naraz, albo tak pojedynczo…..co to jest ???? Mówią, że to moje schorzenie, że psychika odbiera jakieś bodźce, które ogarniają całe ciałko i to boli……nie chcę narzekać, to nie wypada…..ale komu mam o tym opowiedzieć, przecież oprócz moich bliskich i tak mnie nikt nie rozumie ..
Wiem, że tacy mądrzy panowie i panie pracują nad nowymi formami terapii, układają jakieś programy do nauki, żeby pomóc mi i takim chorym jak ja…i wiem, że mamy szansę na wyleczenie…..i to jest ten mój cel, do którego dążę…..jakby tej szansy nie było, to bym to wszystko z pokorą, u boku bliskich znosił, ale ta szansa jest, no to trzeba jej wyjść na przeciw….pracując ciężko, bardzo ciężko…..
Jutro miałem iść do mojego TOFIKA na hipoterapię…….nie pojadę ,bo jest ŻAŁOBA NARODOWA.. żałoba to smutek, refleksja i taka tęsknota…
Teraz jeżdżę powolutku na swoim koniku, kocham jego bardzo..daję marchewkę, albo kostkę cukru…….przytulam się do niego…..on też mnie kocha……i pojadę na tym moim TOFIKU coraz szybciej, i szybciej….do celu się spieszę….. mój Tofik trzymając mnie na swoim grzbiecie pomoże mi i razem pokonamy duuuuuuuuuuże przeszkody…..i nie upadnę ani razu..
Jeden Pan Paulo Coelho powiedział tak bardzo mądre zdanie :
„Czekanie sprawia ból. Zapomnienie sprawia ból. Lecz nie móc podjąć żadnej decyzji jest najdotkliwszym cierpieniem”.
Czy to zdanie nie jest takie prawdziwe, takie proste i sensowne….wiem, że jest ….
Bierne czekanie na poprawę mojego stanu zdrowia – to byłby mój straszny, narastający ból prowadzący do całkowitego zamknięcia się w sobie i żyłbym tylko w swoim, szklanym , moim AUTYSTYCZNYM świecie…..gdyby ktoś o mnie zapomniał, gdyby moim bliscy nie rozpoczęli mojego leczenia może dzisiaj byłoby już zbyt późno je podjąć, miałbym te prawie dwa lata zapomnienia…i cierpiałbym….a moi bliscy wyzwalają mnie z tego czegoś, podejmują słuszne decyzje , tym samym nie cierpię tak bardzo, albo akceptuję ten stan, bo tak trzeba…..
W przyszłym tygodniu spotkam się z moim Tofikiem….
wierzę, że kiedyś pokonamy takie duże przeszkody…..wierzę, że nie będę smutny…
Aelredo di Rievaulx:
„Nie ma lekarstwa mocniejszego, skuteczniejszego dla naszych ran we wszystkich sprawach ziemskich, jak mieć kogoś kto cierpi z nami w każdym nieszczęściu i cieszy się w powodzeniu.”


