Robię postępy…..i to jaaaaaaaaakie…..nauczyłem się „sensu” słowa „CZEŚĆ”…JAKIE ONO JEST MAGICZNE…nie wiedziałem o tym…to moja mamusia kilkadziesiąt godzin, kilkanaście miesięcy tak ładnie mi wpaja wiedzę, którą już dawno znać powinienem….
Dzięki temu słowu mam tylu znajomych……idę do sklepu, na spacer…widzę dzieci i starszych…zatrzymuję się koniecznie i mówię „CZEŚĆ”, a oni uśmiechają się do mnie i takie samo słówko powtarzają…..no i mam dzięki temu tylu nowych znajomych….właściwie to ja ich nie znam, ale potem, kiedy znowu sobie idę oni pierwsi do mnie mówią CZEŚĆ…..no i ja się uśmiecham….jak się skupię ..odpowiem ….to jest SUPER zabawa ….. jeszcze kilka tygodni temu o tym nie miałem pojęcia….i wiecie…to też moja terapia…bo moje schorzenie to nade wszystko szukanie samotności i czerpanie radości z ciszy…w skupieniu…ale to nie jest fajne…..już wiem, że mam zachowany kontakt społeczny, to bardzo ważne, przestaję się bać nowych osób, zaczynam im ufać zaraz po tym , jak mi powiedzą to słowo…za to jedno słowo mój świat troszkę się zmienił…jest jakby bardziej wesoły i kolorowy.….
Jasne, że to nie koniec tej mojej walki, wiem, że mogę i tym się znudzić, ale cieszę się tak bardzo, że już coś więcej zrobiłem., dla siebie i moich bliskich….
Wiem, że kiedyś zobaczę całe piękno tego świata, że ten świat jest taką bajką, i to nie będzie tylko mój świat, ale będę coś robił z innymi i dla nich.
To czas…czas właśnie wpływa na moją korzyść…każdy kolejny dzień będzie inny….nie wiem czy lepszy, ale wiem, że inny…..
Wiem, że usiądę sobie jutro na mojej ławeczce w ogródku i zobrazuję piękno tego życia……już je widzę…to kolorowy domek, mnóstwo kwiatków, ptaszki…to ten dar natury, którego jeszcze nie rozumiem…ale pracuję po to, żeby to wszystko pojąć . Jak już będzie cieplutko będę całe dni na dworku …..nie, przesadzam, przecież muszę pracować- muszę odbywać tą domową terapię, żeby coraz czytelniej rozumieć życie….nie tylko moje życie…przecież muszę pracować, żeby iść na przód …rozwijać się…i ja to będę robił, choćby mnie to mocno bolało…..muszę być ‘ twardzielem”…a potem już tylko dorastać jak każde zdrowe dziecko….to moje marzenie…..spełni się, bo trzeba mieć marzenia i w nie wierzyć…ja zauważyłem kilka dni temu, że to „CZEŚĆ „każdego dnia przyniesie dobrą nowinę….no i piątka…potem żółwik….i będzie dobrze……tak myślę….każdy dzień będzie moim wschodem SŁOŃCA…
moja główka uwolni się z tej dziwnej, jakby szklanej masy….nie będzie uwięziona jak miś w butelce…
DOBRE ANIOŁY CZUWAJĄ…


