AUTYZM- codzienne trwanie….

Autyzm , to choroba mózgu…to uwięziony umysł , który trzeba z całych sił odplątać z  tego czegoś, co przeszkadza…czy się uda…pewnie tak.

Zachodnie metody leczenia dają ogromne sukcesy. Ośrodki intensywnej rehabilitacji, ciężka praca z dzieckiem, stosowna dieta  pozwala, że po upływie kilku lat dzieci z wcześnie postawioną diagnozą żyją już ze wspomnieniem o tym schorzeniu.….są nim dotknięte ,ale mózg pojmuje rzeczywisty świat, funkcjonują jak ich rówieśnicy…

W Polsce problem jest na etapie rozwoju. Nasilenie zachorowań na AUTYZM uwypukliło się w latach 80- 90….dotyczy w znacznej mierze chłopców .

Intensywna praca zmierza do uwolnienia mózgu od tego niewidocznego ucisku, poplątania fal , które tak bardzo krepują rozwój osób chorych.

Kubuś w chwili obecnej  ma jeszcze bardzo ograniczony tok terapii…. z czasem ten program trzeba rozbudować  o pracę ze specjalistami , a to kolejny czas………doba niestety ma tylko 24 godziny. Córka z zięciem pracują…..ja z mężem też…córka wymieniała się z zięciem godzinami w pracy, żeby Kubusiowi właśnie rodzice poświęcali ten swój czas….

Kiedy dzieci są w pracy Kubusiem opiekuje się „babcia Irenka”…opiekunka o równie wielkim serduszku….niestety, tej pracy nad małym jest bezustannie za mało….

Miłość do dziecka nade wszystko, ale tok pracy, ciężkiej pracy w jego kształtowaniu….to dawanie siebie samego ….Kubuś jest jeszcze malutki, jego schorzenie mało widoczne , kiedy nic złego się nie dzieje…..a jak się dzieje, to zazwyczaj w otoczeniu, które  problem zna….

Idąc do sklepu, na spacer…nie każdy maluszek mówi, tym samym zaciera się gdzieś w tłumie to „coś” , co hamuje mowę….gorzej, kiedy nagle pojawia się lęk , dalej histeria…..tak przykra dla ucha , tak dziwnie odbierana przez osoby obce. Kubuś nie wygląda na chorego, dlaczego rodzic nie szarpie, nie krzyczy, nie da klapsa i natychmiast nie oddali się z tym niesfornym dzieckiem od „spokojnych, ułożonych „ osób…córka niestety kilkakrotnie była krytykowana przez osoby postronne…….odpiera te bezzasadne „ataki” ludzi zdrowych zwyczajnym słowem……przepraszam, dziecko jest chore…..reakcje bywają różne, ale gdzieś ten ból wewnątrz się tli…życie toczy się dalej …życie trochę inne od rodziny, w której są zdrowe dzieci…czy to krzyż…chyba tak, ale któż jego nie dźwiga .

Obcując z chorą osobą inaczej odbiera się radości i smutki…wie o tym każdy, kto zetknął się z problemem i doświadcza  ten stan co dnia. Bezustanna walka o każde jutro….spokojny sen, kiedy dzień minął bez przykrych doznań…….ogromna radość z drobnych postępów, obojętność wobec spraw mało ważnych..i głęboka wiara, że jest bliżej niż dalej sukcesu..nawet tego malutkiego….ot codzienne trwanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *