Autor: BabciaGosia

AUTYZM-MIŁOŚĆ-POKORA..

1 Comment

Szczęście rodziców z narodzin dziecka zna ten, kto na to szczęście tak bardzo czeka.

Radość babci, dziadka jest czymś nieprawdopodobnie pięknym.

Pamiętam dzień oczekiwania na narodziny mojego pierwszego wnuka…wiedziałam, że to będzie chłopczyk. Mam dwie córki, w rodzinie przeważa płeć żeńska, tym samym powitanie „faceta” było niesamowitym wrażeniem. Biegałam po sklepach z taką radością jeszcze przed jego zagoszczeniem wśród Nas, bliskich .Kupowałam ze wzruszeniem, jakże dumna- ciuszki, zabawki, wszelkie akcesoria niezbędne do stworzenia dziecinie pięknego świata już od pierwszych jego dni. Wszystko było przygotowane, czekaliśmy tylko na ten sygnał……….zaczyna się…..

26 września 2006 r. do godzin wieczornych dzieci były u mnie…….około 21.00 pojechały do swojego domu…….około 21.30 córka z drżącym głosem podzieliła się tą piękną nowiną –  Mamo– mam bóle, jedziemy do szpitala. Boże, nie wierzyłam w to, co słyszę…..wpadłam w jakiś trans, koniecznie chciałam pojechać do szpitala , być chociaż za drzwiami pomieszczenia, gdzie wkrótce pojawi się ON..moja dziecinka. Warunki w szpitalu nie pozwalały na obecność innych członków rodziny,towarzyszył córce tylko zięć. Kontakt telefoniczny był bezustanny, „siadały” nam komórki…no i 27 września po godzinie 7.00 zięć przesłał mi pierwsze zdjęcie tej małej istotki. Szalałam ze szczęścia, biegałam po mieszkaniu, dzwoniłam do wszystkich znajomych , wykrzyczałam całemu światu   MAM WNUKA…KUBUSIA!!!!!!!!!!!

Kiedy pierwszy raz dotknęłam jego aksamitnego ciałka , spojrzałam na dziecinę –łzy radości , wręcz szlochanie ze szczęścia trudno było opanować. Radość córki -Mamy, zięcia -Ojca, młodszej córki – cioci i prababci………..która przykuta do łóżka trzy długie lata odchodziła od Nas…doczekała powitania prawnuka..choć jej choroba ograniczała okazywanie emocji do dzisiaj pamiętam i Jej łzy szczęścia.

Trzy długie lata odprowadzałam do Domu Ojca serce osoby, które kochałam ponad życie, wiedziałam, że szans na Jej wyleczenie brakuje, mogłam poświęcić się tylko całą sobą dbając, by ten koniec ścieżki życia był godny, pełen miłości, łagodziłam z całych sił to cierpienie.

Kubuś bym balsamem na mój osobisty ból związany z utratą Matki… jedno serce odchodziło, drugie przyszło na świat , żeby tak szczerze bić  dla Wszystkich……

Mama odeszła w lutym 2007 roku…….często dzieci przyjeżdżały z wnusiem , żeby i prababcia mogła popatrzeć na te śliczne minki, niezrozumiałe grymasy na tej małej twarzyczce, będąc już bardzo ciężko chora reagowała na głos maluszka, delikatnie uśmiechała się słysząc ten dźwięk.

Tak upływały kolejne dni, miesiące, lata. Jestem czynna zawodowo, tym samym możliwość kontaktu z wnusiem była warunkowana „wyrwaniem” chwili, żeby pojechać, przytulić się do kruszynki. Wnusio często zapadał na infekcje…zapalenie gardełka, katar…te zwykłe dziecięce choroby przeżywaliśmy niczym wielkie tragedie…..bo jak patrzeć spokojnie, jak nie można ulżyć w cierpieniu……chciałoby się wszystko wziąć  na siebie i odciążyć maleństwo….kilka razy Kubuś był hospitalizowany…..to już była naprawdę  tragedia, a powrót do zdrowia , wyjście ze szpitala niosło przepiękną ulgę.

Te stany chorobowe, częste i dokuczliwe dla dziecka były trudne, jednak w najczarniejszym scenariuszu nikt nie przewidywał, że diagnozy z czasem będą zwyczajnymi nokautami, które pewnie człowiek słabszy nie dałby rady znieść.

– „Nic ponad zdrowie, ten tylko się dowie, kto je stracił”….klasyka…która przetrwa następne pokolenia….