Miesiąc: Sierpień 2012

ŚCIEŻKI ŻYCIA..KOCHAJMY NAJSŁABSZYCH..

3 komentarze

CZY MI POMOŻESZ?

W 1989 roku trzęsienie ziemi o sile 8,2 stopnia w skali Richtera niemal nie zrównało z ziemią Armenii. W niecałe cztery minuty zginęło ponad 30 tysięcy ludzi.
Wśród panującego zamętu i zniszczenia pewien człowiek zostawił żonę bezpiecznie w domu i pobiegł do szkoły, gdzie miał przebywać jego syn. Dotarłszy na miejsce zobaczył, że budynek został kompletnie zniszczony. Po pierwszym szoku przypomniał sobie obietnicę, którą złożył synowi:

„Choćby nie wiem co się zdarzyło, zawsze będę przy tobie!”.

Łzy napłynęły mu do oczu. Kiedy spojrzał na usypisko gruzu, które jeszcze nie tak dawno były szkołą, sprawa wydała mu się beznadziejna. Ale pamiętał o swoim zobowiązaniu wobec syna.
Przypomniał sobie, dokąd odprowadzał syna codziennie rano. Jego klasa znajdowała się w prawym tylnym rogu budynku, więc pobiegł tam i zaczął przekopywać zwały gruzu.
Gdy tak pracował, nadeszli inni zrozpaczeni rodzice; przyciskali ręce do serca, powtarzając:
„Mój syn!”, „Moja córka!”
Jeszcze inni, mając jak najlepsze intencje, próbowali go odciągnąć od ruin, mówiąc:
– Już za późno.
– Oni nie żyją.
– Nic już nie pomoże!
– Wracaj do domu!
– Spójrzmy prawdzie w oczy. Nic się już nie da zrobić!
– Pogorszysz tylko sprawę!
Każdemu z nich odpowiadał tylko jedno:
Czy mi teraz pomożesz? I nadal szukał syna pod gruzami.  Pojawił się strażak i próbował go odciągnąć od rumowiska, mówiąc:

– Wybuchają pożary, wszędzie dochodzi do eksplozji. Tu jest niebezpiecznie. Proszę iść do domu. My się wszystkim zajmiemy.

Na to kochający, troskliwy ormiański ojciec spytał: Czy pan mi pomoże?

Przyszli policjanci i powiedzieli:

– Szaleje pan z rozpaczy i gniewu. Już po wszystkim. Naraża pan innych. Proszę iść do domu. My się tym zajmiemy.

Na to on: – Czy mi pomożecie? Nikt jednak nie pomógł… więc sam z determinacją pracował, bo musiał się przekonać. – Czy mój syn żyje? – zadawał sobie pytanie. Kopał osiem godzin, dwanaście, dwadzieścia cztery, trzydzieści sześć… wreszcie, w trzydziestej ósmej godzinie odsunął kawał gruzu i usłyszał głos swojego syna. Wykrzyknął jego imię:
ARMAND!
– Tatuś? – usłyszał w odpowiedzi.
– To ja, tato! Mówiłem innym dzieciom, żeby się nie martwiły. Powiedziałem, że jeśli żyjesz, to mnie uratujesz, a skoro mnie, to i ich. Obiecywałeś: „Choćby nie wiem co, zawsze będę przy tobie!” Zrobiłeś to, tato!
– Co się tam dzieje? Jak tam jest? – spytał ojciec.
– Zostało nas czternaścioro z trzydzieściorga trojga. Boimy się, jesteśmy głodni, chce nam się pić. Ale cieszymy się, że jesteś. Kiedy budynek się zawalił, zrobił się jakby trójkątny klin, i to nas ocaliło.
-Wychodź, chłopcze! – Nie, tato. Niech najpierw wyjdą inne dzieci, bo wiem, że mnie na pewno wyciągniesz. Choćby nie wiem co się zdarzyło, wiem, że mogę na ciebie liczyć. ”  Mark V. Hansen

Miłość nigdy nie pozwala wątpić…to takie naturalne. Każdy, który tak bardzo wierzy, kocha nie straci szybko nadziei. Nie podda się , choćby wyzwanie na kolejne dni, lata było przeogromnie trudne . Los zaskakuje…pojawia się przeszkoda, która odcina swobodne zmierzanie prostym szlakiem życia. Trzeba stany tak nagłe zaakceptować…Podnosić się po każdym upadku . Z czasem pojmiemy wartości, których nie zauważylibyśmy , gdyby wszystko było wokół tylko w kolorze tęczy . Może biedni w zasoby materialne, lecz bogaci w wartości moralne trzymajmy rączki naszych chorych pociech. Wszak to my , bliscy jesteśmy dla nich tlenem…Bez naszej pomocy nie dadzą rady . One nam zaufały świadomie, bądź  intuicyjnie…Nie One są przeszkodą na szlaku…One są częścią Nas…Kochać bardzo mocno , to być u boku słabszego całym sobą…Nie pytajmy dlaczego ?? Zwyczajnie idźmy na przód i cieszmy się tu i teraz Tak lżej.

Babcia Gosia.

KOCHAM CIEBIE KUBUSIU…BARDZO, BARDZO MOCNO . KAŻDY TWÓJ UŚMIECH JEST NAGRODĄ DLA NAS …NAJPIĘKNIEJSZYM PODARUNKIEM, JAKI MOŻESZ DAĆ!!

ANIA Z AUTYZMEM..O AUTYŹMIE!!!

1 Comment

Magia Internetu…kontakty, Przyjaźnie, wymiana informacji.  Jest Was tak wielu Kochani- stałych czytelników i tych, którzy „wpadną na chwilkę”. Moje wirtualne cudowne Rodzinki…Mamy, Tatusiowie, i moje dzieciaczki.

Są wśród grona znajomych, z którymi utrzymuję kontakt e-mail trzy dorosłe osoby, które znają autyzm tak bardzo, bardzo dobrze. Znają nie z teorii, a same mają zaburzenie zwane autyzmem…Osoby wysoko funkcjonujące. Jest wśród nich moja Pani Ania …Polka, która mieszka poza granicą naszego kraju. Ma  autyzm i synka Kasperka również z tym zaburzeniem. Przekaz Ani jest dla mnie zawsze bardzo, bardzo ważny. Wiele wnosi, przybliża krainę, której nie znam, a w której to trwa Kubuś, inne dzieciaczki.

Do poprzedniego wpisu załączyłam filmy …”jak było, a jak jest obecnie w funkcjonowaniu Kubusia”.

W komentarzu Ania zadała pytanie, czy ktoś jest w stanie odgadnąć, co pobudziło Kubusia w trakcie terapii ( pierwszy filmik) . Ja byłam pewna, na 100 %, iż zmęczenie Kubusia . Nie chciał pracować i się pobudził…

Komentarz Ani za Jej zgodą oczywiście ….

„Wyzwanie: Czy ktokolwiek zauważył, co się stało na pierwszym filmiku? Bardzo jestem ciekawa;) autyści niczego nie robią bez powodu, a tu powód był dla mnie bardzo oczywisty. Czy dla innych również?
Czy warto walczyć? Tak. terapia jest potrzebna, ale myślę, że nie za wszelką cenę. Nie ma jednoznacznych dowodów na to, co tak naprawdę działa. Mój młody wszystkie wyhamowania rozwoju przechodzi w momentach, gdy zbyt dużo się od niego oczekuje, gdy ma wrażenie, że traci kontrolę, która jest podstawową potrzebą w autyzmie. Zmuszany do czegokolwiek reaguje jak Kubuś na pierwszym filmie, ale nie daje się tak łatwo przekonać;) może to efekt braku regularnej intensywnej terapii? Traktuje dziecko tak, jak sama chciałabym być traktowana i wymaganie czegokolwiek od dziecka, gdy jest przemęczone u nas przynosi efekty odwrotne do zamierzonych. Nadwrażliwości sensoryczne bardzo nam ograniczają czas możliwy do wykorzystania na jakąkolwiek pracę, ale gdybym mogła cofnąć czas, postępowałabym identycznie. Można stwierdzić, że wczesne wpojenie poczucia obowiązku i systematycznej pracy zaowocuje w przyszłości. Może. Może kiedyś będę sobie pluć w brodę, ze nie postępowałam inaczej, na razie cieszę się, ze mam szczęśliwe dziecko:)”

Napisałam e- maila do Ani, co słychać, takie tam ogólne tematy…Pisałam też, że pewnie wiem, co Kubusia pobudziło…zmęczenie…Ot nie!!Ania  oczyma osoby z autyzmem wskazała, cóż stało się takiego, że Kubuś wpadł w totalną histerię…

To odpowiedź od Ani – cytuję za Jej zgodą…

Kochana Babciu Gosiu:)

Dziękuje za maila. Kubuś faktycznie zrobił ogromne postępy. Muszę zaraz zmykać, więc króciutko, bo nie mogę odpuścić tego filmiku. Okazuje się, że jednak to nie takie oczywiste;) Proszę go spokojnie, choćby klatka po klatce obejrzeć i zobaczyć, w którym momencie Kubuś zaczął krzyczeć. To, że był zmęczony, to swoją drogą, zapewne wzmocniło to sytuacje, ale zupełnie nie o to poszło. Kubuś zaczął krzyczeć dokładnie w momencie, gdy terapeutka chwyciła go za nadgarstek! Przestał natychmiast, gdy puściła. Prawdopodobnie w tym momencie, gdy był zmęczony, miał większą nadwrażliwość sensoryczną, ale taki chwyt, zwłaszcza, gdy się nie puszcza jest jak więzienie: od dotknięcia można się odsunąć, rękę można wyrwać, nadgarstka nie, ogranicza wolność i poczucie kontroli, jest odbierane niemal jak zamach na życie. Kubuś i tak nieźle sobie poradził, bo inne dziecko w jego sytuacji prawdopodobnie nie tylko by zaprotestowało, ale zrobiło wszystko, żeby się uwolnić, zaczęło kopać i gryźć. 

Spokojnie może Pani to wkleić na blogu i przekazać terapeutce. Terapeuci mają trudne zadanie, bo czasem tyle się dzieje, że naprawdę nie da się wszystkiego ogarnąć. Ja patrzę z innej strony i pewne rzeczy widzę od razu, terapeuta, niemyślący autystycznie czasem nie jest w stanie. W tej sytuacji to akurat terapeuta wywołał i kontrolował wybuch Kubusia, najwyraźniej zupełnie nie zdając sobie sprawy, że to ona pociąga za sznurki, a Kuba nie ma wyjścia i MUSI zareagować właśnie tak, a nie inaczej. Proszę jej to przekazać, wiedząc o swojej „władzy” być może innym razem będzie potrafiła inaczej zinterpretować sytuacje i inaczej wpłynąć na dziecko. W  sytuacji z filmu najlepszym, co mogła zrobić  było natychmiastowe puszczenie dziecka, nie reagowanie i poczekanie, aż sam się uspokoi. Zazwyczaj działa, choć czasem dziecko się tak nakręca, że sam już się nie uspokoi i trzeba próbować innych metod. Czasem czas „stracony” daje więcej, niż przygotowane z góry zajęcia terapeutyczne. W sytuacjach, gdy dziecko jest zmęczone, albo niechętne do współpracy u nas najlepiej sprawdza się danie dziecku poczucia kontroli. zaproponowanie jakiejś aktywności, ale na zasadzie ograniczonego wyboru czegoś, co dziecko lubi (chyba, że samo coś wymyśli, choć autystom  to bardzo trudno). Sztuka manipulacji jest bardzo przydatna. Jeśli dziecko sądzi, że to ono decyduje, dokonuje wyboru i kieruje sytuacją, to można mnóstwo osiągnąć, nawet z półśpiącym dzieckiem, choć wymaga to ogromnego wysiłku, bo trzeba być przygotowanym na różne możliwości, być elastycznym i kreatywnym na tyle, żeby dając dziecku poczucie kontroli, samemu „opłotkami” pokierować sytuacją tak, żeby osiągnąć własne cele;) 

Ale namieszałam;) 

Pozdrawiam serdecznie i buziaki dla Kubusia (jak będzie chciał;)).

Ania(..)

ANIU!!!!!!Wielkie, wielkie dziękuję za te słowa, wskazówki, które może zaczerpnąć Rodzic, terapeuta…Wszak Ty żyjesz Aniołku w dwóch światach. My, zdrowi nie rozpoznajemy tych emocji „zza szyby”, za którą Wy jesteście .

Spróbowałam sama poczuć  stan „uwięzienia” przytrzymując sobie łokieć, przedramię…W chwili, kiedy przytrzymałam nadgarstek…faktycznie  ograniczenie ruchu ręki staje się jakieś dziwne ..Boże, trwam na tym świecie tyle lat i nigdy w życiu nie myślałam o anatomii z takim zainteresowaniem .

Jeszcze raz serdecznie dziękuję .Twoja informacja może być przydatna nie tylko w terapii Kubusia, ale innych zaburzonych osób z autyzmem, które nie powiedzą nam o tym. Nie potrafią…jeszcze nie potrafią….

PS. Ania prowadzi bloga _ Hurra Autyzm. Link po prawej stronie w zakładce na tym blogu.

Poniżej raz jeszcze film z zeszłego roku – terapia Kubusia i Jego pobudzenie!!!

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=T05lf6lizM4[/youtube]

W chwili dotknięcia Kubusia, złapania za rączkę ( nadgarstek) Kubuś wpadł w agresję !!!

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=CSUwijMWvuk[/youtube]

Tak jest obecnie !!!!! Dużo pracy jeszcze .Wiem!! To nic…damy radę , MUSIMY i już!!!

PS. Przepraszam Wszystkich, że nie odpowiadam na e-maile …Nadrobię zaległości. Od dwóch dni „Babcia lekko z sił opadła”. Do mojego „lapka” podchodzę na kilka minut i leżę sobie . Jezu, mam tyle pracy, a tutaj „bingo”..Bozia powiedziała – zwolnij i bęc – leżeć!!…Zbieram się , jest lepiej, już prawie dobrze..