Miesiąc: Wrzesień 2011

POWRÓT KUBUSIA Z ‚DALEKIEJ PODRÓŻY”

2 komentarze

Kubuś, mój Motylek wraca do Nas z „dalekiej podróży”…z szarego, pełnego bólu świata…i To jest sens tej walki. Zapomnisz tak nagle o czasie przeszłym i żyjesz chwilą, która trwa…

Cześć Boziu,

Już jestem zdrowszy dużo. Byłem dzisiaj na kontroli u Pana doktora i powiedział mi to. Dostałem jeszcze dużo niesmacznych takich leków. Muszę je połykać na tą odporność moją i żebym całkiem wyzdrowiał .Jeszcze tydzień mam być tylko w domku moim. Nie mogę biegać po dworku, ani do Zerówki chodzić. To kwarantanna jest jakaś, tak mówili Rodzice .Boziu, jak ja się cieszę, że jest już lepiej, że w szpitalu nie jestem. Tak dziękuję mocno za to właśnie.A jaki już grzeczny jestem.. Sama wiesz przecież. Od wczoraj, no to tak mnie „naszło” i ciągle coś mówię. Z sensem mówię i mnie rozumieją.  Mamusia musiała mi schować zabaweczki pluszowe moje. No dobra, zgodziłem się…One tylko troszkę pośpią i wrócą do mnie. Przecież je kocham wszystkie. Mamusia wybierała takie inne zabaweczki, co już są troszkę zniszczone. Patrzę, a tam taki piesek był…bez uszka jednego i noska. Zabrałem tego pieska, pobiegłem do Mamusi i spytałem, dlaczego ten piesek też ma iść spać?? Mamusia powiedziała, że on jest taki zniszczony troszkę…Nie—on jest chory, bo uszka nie ma. To jest mój NAJLEPSZY PRZYJACIEL od teraz.  „ Do zwierzątek wszystkich trzeba mieć miłość, wszystkie potrzebują miłości” – tak powiedziałem. Pewnie ładnie powiedziałem, no, bo zaraz Mamusia zadzwoniła do mojej babci i powtarzałem to kilka razy. Tak płynnie mówiłem. JEJ. Jak oni się wszyscy cieszyli…Zrobiłem pieskowi opatrunek na główkę, taki plasterek założyłem i pilnuję jego…Oglądałem  bajeczkę o pieskach i tak sobie zapamiętałem, że wszystkie stworzonka trzeba kochać.  Kocham je. Już te sterydy chyba sobie poszły z tej główki i dlatego jestem grzecznym chłopcem. Przytuliłem się też do Rodziców. Tak sam, no, bo chciałem.

Coś zacząłem robić dobrego, no, bo tak się radośnie w domku zrobiło. Jutro moja babcia do mnie przyjeżdża. Powiedziałem…babcia GOSIA…nie Tosia…tylko GOSIA…Przyjedź do mnie, proszę, ja czekam.  Babcia obiecała, że jutro zaraz przyjedzie i tęskni za mną mocno…”Ja też za Tobą tęsknie bardzo babcia Gosia, i za dziadkiem Milą i Grzesiem. Wszyscy przyjedźcie”…Boziu, ja za pięć dni będę miał już pięć lat. Trochę dziwnie, no, bo Pan doktor prosił, żeby dużo osób do mnie może jeszcze nie przychodziło, …bo są te bakterie jakieś. A ja mam  kwarantannę i żeby nikt tak przez przypadek mnie nie zaraził czymś tam. Dobra…no to trudno. Będą tylko Rodzice moi dziadek i bacie, i jeszcze ciocia Mila z Grzesiem. Inne ciocie może później przyjdą do mnie, jak już całkiem wyzdrowieję.Dziękuję, że już leżeć nie muszę w łóżeczku ciągle. To takie nudne jest . W tej mojej główce tak ładnie się teraz te myśli ułożyły. Taki spokojny, grzeczny jestem. Jak to fajnie ….pięknie jest …A jak już skończę te moje pięć lat, to ani, ani razu nie chciałbym być pobudzony przez tego ludzika w główce…Jak dmuchnę świeczkę, to tak sobie pomyślę. To moje marzenie będzie. Dzisiaj moja ciocia Maja przyniosła mi prezencik …i wiesz, co zrobiłem?…Widziałaś Boziu przecież. Ukochałem ją i dałem buziaczka, potem znowu ukochałem. Bajeczki, kolorowanki i kredki dostałem od  cioci…Ja z wszystkiego się cieszę bardzo zawsze. podziękowałem uśmiechnięty… Bo, to takie miłe  mocno, jak ktoś o mnie pamięta. A moja Mamusia jak się cieszy. Takie słodkie łezki ma oczkach swoich. To dla niej nagroda jest,dla Mamusi, mojego Anioła Stróża.

Tak bym chciał, żebym był taki zawsze. Tak bardzo bym chciał. Dasz mi troszkę odpocząć od tych brzydkich dni??? Tak?…KOCHAM CIEBIE Boziu…Dziękuję…Kubuś.

„Dobrze jest wrócić do domu… Lecz rzeka wciąż płynie za progiem, a świat czeka na zewnątrz. To świat w którym musimy żyć…”   Lian Hearn, „Po słowiczej podłodze”

„Kiedy Bóg chce ci zrobić podarunek, zwykle opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje.”  Norman Vincent Peale

PO BURZY MUSI POJAWIĆ SIE TĘCZA..

1 Comment

Los tak zmiennym bywa…upadasz po ciosie, żeby wstać mocniejszym. Jasne, któregoś ciosu można nie przetrwać. To się nokaut nazywa…jakoś tak.  Miniony tydzień był przeplatanką takich właśnie emocji. Pobyt Kubusia w szpitalu, kolejna dodatkowa choroba  jest tym głazem, który tłumi koncentrację nad pozostałymi sprawami dnia codziennego . Bezradność, czekanie …Chciałoby się tak bardzo pomóc, wyrwać  z tego obłędu…Niestety, nie ma szans.

27 września mój MOTYLEK kończy 5 latek.  Pięć lat wstecz czekałam na przybycie maluszka . Byłam najszczęśliwszą babcią na świecie już z chwilą, kiedy Jego serduszko zastukało pod sercem mojej Córki. Dwa lata dawał nam siebie samego…Radość, szczęście …wszystko, co dziecko wnieść może.Dwa długie lata był  tylko z nami…w naszym świecie. Poznawał życie jak każde dziecko…Uwielbiał biedronki, listki na drzewie, kolorowe kwiatki. Kochał zwierzątka, które widział. Zachwycał się na widok piskląt idących rządkiem za swoją matką…Opowiadałam jemu o wszystkim, co pierwszy raz ujrzały Jego oczka . Spacery za rączkę…rytm tych kroków sam dyktował. Nic nie wskazywało, że podaruje nam tylko dwa zdrowe latka…tylko, aż.. Potem nastała już  cisza łamana głośnym krzykiem…Cisza, która z czasem miała objawić swoje bolesne oblicze…Z chwilą postawienia diagnozy zmienił się los dziecka, inaczej toczy się życie mojej  Rodziny. Pozostały niezmienne dwa uczucia, które wryły się w serce już na zawsze. MIŁOŚĆ  i NADZIEJA otulona płaszczem pokory.  Miłość nie zmieniła swojego biegu. Jest ciągle  narastająca …Wkrótce dmuchnie swoich pięć świeczek na torcie…Boże, dziękuję za te pięć lat mojego wnuka..Daj tylko siły dziecku, moim dzieciom, mnie samej, aby iść w równym tempie…Krytyczne sytuacje i w naszych głowach rodzą chaos…Jestem jeszcze bardzo zmęczona dniami, których scen nie będę opisywała…są bolesne…Kubusia główka jest już znacznie spokojniejsza. Napady agresji ustępują, nawiązuje kontakt, jest już „prawie” nasz.  Dzisiaj wszystkie „pluszaki” opuściły  mieszkanie Kubusia…Będą spały w kartonikach w innym pomieszczeniu. Zostały tylko trzy, które Kubuś kocha..Taka decyzja zapadła dla Jego bezpieczeństwa- wyzbycia się kurzu mimowolnie osadzającego się na pluszowych zabawkach.  Powietrze jest nawilżane póki co poprzez ustawiane miseczki z wodą, rozwieszane wilgotne ręczniki. Nawilżacz z prawdziwego zdarzenia zakupimy za czas jakiś…  Kolejna infekcja stanowi dla Słonka ogromne niebezpieczeństwo. ‘ Wstrzelenie” się z antybiotykiem , który pokona bakterie w Jego przypadku jest bardzo trudne. Gronkowiec , który „otrzymał” w szpitalu nie wiadomo dokładnie w trakcie którego pobytu jest barierą w odpowiednim leczeniu .  AUTYZM, CANDIDOZA, GRONKOWIEC …to trwałe schorzenia przypisane do dziecka . Błędne koło, które wpuszczane w ruch nie może się zatrzymać.  Trudno…nie pytam już od dawna dlaczego ON?? To i tak niczego nie zmieni. Trzeba żyć i walczyć o Motylka w czasie teraźniejszym z pokorą na przyszłe dni ..

PS. Z całego serca dziękuję w imieniu Kubusia, Jego Rodziców, swoim za paczuszkę na Urodzinki Kubusia od anonimowego darczyńcy. Na tej jeszcze zmęczonej chorobą buźce pojawił się szczery uśmiech …i nasze łzy wzruszenia.

DZIĘKUJEMY ANIOŁOWI ….Nie mam możliwości osobistego przekazu tych słów, więc czynię to w ten sposób…Kubusia radość  z podarunku – była przepięknym widokiem . Oddaję ten obrazek radości z głębi SERCA . Mój Boże, jak trudno byłoby iść tym dziwnym torem, gdyby nie spontaniczność tak szczera ludzi o wielkich sercach…Dziękuję!!!

 Jednym z darów życia jest to,
że każdy, niezależnie od tego,
jak jest zmęczony i sponiewierany,
znajduje powody do radości i wdzięczności.
J. Robert Moskin

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=m44o7DqWVMM[/youtube]

Kubusiu…czekamy na Twoje beztroskie chwile  z Piorunkiem…. Jesteś zmęczony ??? Jeszcze troszkę ..jeszcze kilka dni i zdrówko powróci..” Duży już chłopczyk z Ciebie” PIĘĆ LATEK  już wkrótce Aniołku…INFEKCJOM MÓWIMY STOP!!!!!!!