Miesiąc: Luty 2011

ANALIZA MINIONYCH LAT…

1 Comment

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=zmpdmkixzPI[/youtube]

Bywają chwile, kiedy siadam zmęczona i próbuję przeanalizować swoje życie.

Przywołuję minione lata…te bardzo odległe i czas bieżący. Szukam błędów, które popełniłam. Odtwarzam chwile najbardziej radosne…i skupiam się na tych najbardziej bolesnych, które są już za mną. Tak dziwnie skonstruowana jest ta nasza psychika, że potrafimy odtworzyć sytuacje sprzed kilkudziesięciu lat…Pamiętam swoje wczesne dzieciństwo…twarze dziadków, babć , cioć, wujków…są już po drugiej stronie…..

W  gąszczu myśli chcę odnaleźć ułamek życia, kiedy zrozumiałam, że chcąc coś osiągnąć trzeba o to zawalczyć…

Z przekazu  Mamy wiem, że moje poczęcie zamiast wielkiej radości zrodziło lęk i niepokój Rodziców…  Rodzeństwo było znacznie starsze ode mnie. Mama miała bardzo chore serce , ciąża zagrażała Jej życiu.

Lekarze odradzali macierzyństwo. Wskazywali, że ciąża jest zbyt ryzykowna , że serce jest zbyt słabe…Mama może osierocić moje Rodzeństwo, Tato zostanie wdowcem…

Wyobrażam sobie siłę i potok myśli Rodziców przy tak bolesnej diagnozie. Ryzyko i sukces!! Ryzyko i tragedia…to była tajemnica mojego przyjścia na świat…

Mama wspominała jak bardzo wówczas zaufała Bogu. W wolnej chwili szła do Kościoła, aby pobyć w ciszy i wsłuchać się w tą jakże ważną podpowiedź. Modliła się z ufnością i podjęła decyzję…URODZĘ…dam radę !!!!!

Dodatkowo Rodzice mieli konflikt serologiczny .Dwoje rodzeństwa urodziło się bez powikłań…Ciąża Mamy przebiegała poprawnie, była pod stałą kontrolą kardiologa i ginekologa…W kwietniu roku 19xx przyszłam na świat. Nie obwieściłam donośnym krzykiem noworodka JESTEM…już JESTEM MAMO, TATO. Byłam sina…milcząca i chora…Przeciwciała , które pojawiają się w konflikcie serologicznym przejęłam na siebie…

Miałam przetaczaną krew, co dawało jakąś szansę na moje przeżycie….Kilka dni izolacji od SERCA TEJ CUDOWNEJ ISTOTY, która wydała mnie na świat. Nie słyszałam bicia Jej serca, nie czułam tego pierwszego ciepła. Coś kosztem czegoś. Nabierałam sił…walczyłam o swój oddech…dawałam radę. Moje narodziny …pierwszy ukłon w stronę słabszego…MOJEJ MAMY…to był chyba ten początek…

Konsultacja kardiologiczna….SERCE, które zapragnęło podarować mi życie za wszelką cenę  ku zdumieniu lekarzy , nade wszystko z radością dla moich Rodziców WYZDROWIAŁO, schorzenie cofnęło się  . Oczywiście tego nie pamiętam…to przekaz tych, którzy dali mi życie…RODZICÓW, MOICH RODZICÓW..

Kiedy zrozumiałam słowa tej historii —wytłumaczyłam sobie, że ten ułamek sekundy, który wskazał, że trzeba walczyć o siebie, wierzyć, że wszystko musi się udać, pokornie akceptować los  , to właśnie moje poczęcie, narodziny. Pewnie z mlekiem Mamy czerpałam siły, które w kolejnych latach były niezbędne , które słabną tylko po to, by zregenerować je bardzo szybko podwójnie i iść na przód wbrew wszystkiemu…

Miliony godzin życia za mną…wzloty, upadki. Przemiennie. Wiem, że jest to coś, co nazywa się silną wiarą i nadzieją na lepsze jutro. Rozumiem doskonale sens słów – „ po burzy zawsze jest słońce”…

Optymizm i ukłon w stronę słabszego – te wartości starałam się  przekazać moim córkom.

To mój sukces życiowy. Zrozumiały sens życia przemiennie radosnego z dozą wielkich problemów. Potrafią już same zapukać do właściwych drzwi. Wiem, że kiedy odejdę – nie zniszczy ich bezradność, niemoc . Wiem też, że ile sił mi starczy będę przy nich …kiedy tylko będą potrzebowały wsparcia…Żyjemy swoim tempem. Obecnie priorytetem jest Kubuś….Walczymy Wszyscy o Jego przyszłość…o samodzielność i odnalezienie drogi, którą będzie szedł. To jedna z najtrudniejszych dróg w moim życiu. Brak tego światła , tajemnica , którą skrzętnie chowa…JEGO AUTYSTYCZNY ŚWIAT.

Staram się to wszystko zrozumieć, poukładać rozrzucone myśli. Tego w tej sytuacji nie potrafię..

Uśmiech i szczera radość Kubusia , która pojawia się spontanicznie jest sygnałem, że tak pozostanie…Potem znowu cisza…złość…dziwny lęk…

Chaos , który dręczy Motylka przerzuca się na nas…Nie umie sprecyzować dźwięków, które jego drażnią, zapachu, sytuacji .Nie umie , bo nie mówi…

Kiedy przełamie za czas jakiś tą podstawową barierę może wskaże , zasygnalizuje przejście do swojego KOKONU…opisze, gdzie jest Jemu lepiej….

Realny świat…Nasz świat  pobudza Kubusia natłokiem bodźców, które oddala z dziecięcą prostotą…zwyczajnie krzyczy…

Widok chłopczyka wtulonego w poduszkę, zatykającego uszki, zamykającego oczki , kiedy wokół my niczego nie widzimy — boli….Chowa się przed czymś , czego nie rozumiemy….

Nie pozwoli się dotknąć….ten stan musi przetrwać sam…Potem wraca. I ponowna niepewność , scena lęku bezbronnej istotki…..

To wszystko się z czasem ułoży….Kubuś nie odtworzy sobie chwil przeszłych …tak jak ja z perspektywy upływu tylu lat. To nie jest ważne. Celem jest opanowanie i stabilizacja przyszłych dni. Dni, których scenariusza jeszcze nie znamy..

Pozostaje ta broń…OPTYMIZM…NADZIEJA I PRZEOGROMNA WIARA…

Dzięki Tobie Boże, że jest wśród Nas…

SPOWIEDŹ KUBUSIA C.D.

2 komentarze

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=gttnaip67UY[/youtube]

Zobacz Boziu jak to jest…Jestem INNY od swoich rówieśników, nie rozumiem tak dużo z ich świata. Nie rozumiem mowy, gestów, zabaw, które wymyślają..ale przecież oni mnie też nie rozumieją….A gdyby mój świat był ich światem…gdyby wszyscy byli AUTYSTYCZNI to  wtedy Ci zdrowi byliby chorzy..Różni..INNI.Nie wiem….

Byłem wczoraj w mojej szkole, tak jak zawsze. Sam w klasie i moja Pani terapeutka – logopeda. Niekiedy mogę iść na taką duuuuużą salę. Tam są piłki i takie drabinki. To sala gimnastyczna. I tam też jestem sam….Z MOJĄ PANIĄ . Jak mam ochotę ,to biegam  tak szybciutko…a potem, jak czekają inne dzieci no to ja wychodzę….

Umiem „przybić piątkę”…i tym gestem niekiedy kogoś pozdrowię,…ale jak coś powiem, tak po swojemu powiem –  ten kolega odchodzi ode mnie….

Jestem bezpieczny wśród moich bliskich. Jak coś mówię, no to oni mi pomagają uchwycić tą moją myśl, a jak „trafią’, to i ja potwierdzam …”tat”…bo nie wypowiadam ‘K  i wszyscy się cieszymy . Wtedy jest fajnie…. Boziu, ja nie skarżę się zbyt mocno. Wiem, że moi koledzy, koleżanki, którzy  mają Autyzm też nie rozumieją , nie mówią, nie patrzą w oczy…

Przecież nie, dlatego, że nie chcemy, jesteśmy uparci…nie. To, dlatego, że nasze główki układają to, co widzimy, słyszymy inaczej niż wy, zdrowi….

Od kilku dni mam nowe zadanie. Mamusia mi zainstalowała taką grę na komputerku i tam są literki. Ja szukam literki i komputerek mówi do mnie np. to żaba i ja powtarzam,  jak potrafię najładniej te słowa. Lubię tą zabawę, ale nie mogę długo siedzieć przed monitorem, bo bolą mnie oczki .I jeszcze wtedy, to mi się główka  jakoś przechyla….

Dzisiaj ładnie świeciło słoneczko .Pokiwałem tym promyczkom. Oj, tak bym chciał, żeby już było cieplutko i biegałbym po swoim podwórku, grał w piłeczkę i bawił się z moim przyjacielem Piorunem. Babcia kiedyś mówiła, że pokażę mi biedronkę….i wiesz, co…ona już przyszła do mojego domku. Tatuś posadziła ją na swojej ręce. Ona miała dwie kropeczki, to chyba jej lakta …ona ma dwa latka- prawda???? Potem gdzieś pofrunęła, może znowu mi się pokaże…

Jutro idę do Pana doktora i będę szczepiony. Tylko, że nie dawno byłem przeziębiony, no i nie wiem, czy mnie zaszczepią. Ja boję się zastrzyków tak bardzo. I wstyd mi, ale zawsze  mnie musi ktoś mocno trzymać, żeby ta igiełka weszła. Zresztą….zastrzyków to boją się wszystkie dzieci i dorośli.

Boziu…ja bardzo kocham moją Mamusię i mojego Tatusia – wiesz. I powiedz im o tym – dobrze…proszę. Oni mnie też kochają i to nasze życie….te dwa światy łączymy jakoś między sobą….MUSIMY>>>>>>>>>>>>

KUBUŚ.

Kiedy śpimy,  w trakcie naszego snu, Pan Bóg spełnia nasze marzenia. Nawet te najmniejsze. Kimże jestem, że o nich pamięta?

Myślałam o tym, kładąc się spać….

Nagle poczułam, że ktoś mnie budzi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Anioła siedzącego obok mnie.

– Przyszedłem ,aby odpowiedzieć na Twoje pytania – powiedział.

Wziął mnie za rękę i zaprowadził do okna:

– Spójrz w górę.

Spojrzałam… a w górze było czarne niebo pełne świetlistych gwiazd.

– Widzisz gwiazdy? – kontynuował – to właśnie ludzkie marzenia i życzenia. Ludzie marzą, mają głowy pełne snów. Kładą się spać, a te marzenia są w nich, krążą nad ich głowami. A wtedy my, Anioły, w samym środku nocy przychodzimy do ludzi, aby zebrać te marzenia. I umieszczamy je na niebie!!. To jest cała tajemnica!! Zbieramy wszystkie marzenia, nawet te najmniejsze. Pan Bóg powtarza nam: „ludzkie marzenia to bardzo cenny wymiar ludzkiego życia. Dlatego uważajcie i bądźcie bardzo ostrożni. Nie pozwólcie, aby jakiekolwiek marzenie zostało upuszczone”.

No to miejmy marzenia…te duże, te małe…wierzmy, że się spełnią …tak lżej.