Miesiąc: Sierpień 2010

MIŁOŚĆ DO LUDZI TO DAR- KOCHAJMY .

No Comments

Słoneczny, piękny dzień. Alejkami w parku spacerują ludzie ze swoimi pupilami – pieskami , rodzice z dziećmi , które czerpią swobodę przestrzeni do biegania. Jakby inny plan , inne ujęcie w scenariuszu zwanym codziennym , zagonionym życiem. Jedną z alejek przemieszcza się matka pchająca przed sobą wózek….wózek z dzieckiem w wieku około 19 lat. Dziewczynka ma porażenie mózgowe. Jej ciało całkowicie bezwładne, rączki skręcone , nóżki opadają na podeście wózka. Matka zatrzymuje się co jakiś czas, wznosi ręce ku górze i pokazuje dziewczynie piękne, rozłożyste drzewa , wskazuje na klomby kwiatów różnych kształtów.  Dziewczynka  wygina głowę , wraz z matką cieszy się tym widokiem…. ile czułości, wrażliwości ma ta kobieta…..ile miłości do własnego dziecka.  Nasz Kubuś ….Boże- pomyślałam, Nasz Kubuś też jest chory….on ma jednak sprawne nóżki, rączki, wypowiada pojedyncze słowa, chwilami rozumie sens naszych zdań…My idziemy drogą w nieznane czekając na ten CUD, na odblokowanie Jego splątanych w nieładzie komórek w mózgu. Idziemy z wiarą, że kiedyś ten przełom nastąpi i wnusio dorówna choćby troszkę swoim rówieśnikom. Ta matka , która stała z wózkiem ze swoim chorym dzieckiem dźwiga swój ciężar już tyle lat…..Dziewczynka potrzebuje opieki całodobowej , dla NIEJ już nie ma nadziei na wyzdrowienie.

Toaleta przy tak chorych dzieciach……znam ten trud z własnych przeżyć, kiedy moja Mama leżała przykuta do łóżka. To wysiłek przeogromny, a z boku normalny dom. Pranie, gotowanie, sprzątanie, zakupy, praca….i chory , beznadziejnie chory okruszek MIŁOŚCI.

Ta Matka wie, że jej trwanie to trwanie tego dziecka……10, 20 lat – ile sił starczy tejże Matce, Ojcu, bliskim. Takie sceny prowokują, aby uklęknąć i szczerze podziękować Bogu, że Kubusia doświadczyła inna choroba. DZIĘKOWAĆ ZA CHOROBĘ  –UWAŻAM, ŻE TAK.Patrząc na większe cierpienie, na wagę i poświęcenie rodzin dzieci tak obłożnie chorych można dziękować, że los jest troszkę łaskawszy. Każdy z Nas doświadcza wielu przeżyć….smutek, radość, łzy i śmiech…to ludzkie emocje. Wrażliwość na cierpienie innych jest pewnie bardziej przejrzysta wśród tych, którzy sami cierpieli, trwali w swoim, cudzym bólu. Świat i jego wartości postrzega się inaczej….skacząca po nosku Kubusia biedronka ma inny urok…bo On jest ciekawy , cóż to takiego.  Jego ciekawość oznacza, że tak bardzo chce poznać zdrowy, piękny świat…

SŁOWA MATKI TERESY Z KALKUTY…..postaci ponadczasowej, która swoje życie poświęciła  chorym, o których świat całkiem zapomniał .Niosła im pomoc duchową , opiekując się nimi wprost. Nie zrażały Jej drastyczne widoki najcięższych schorzeń, gdzie ciało człowieka jest inne , wyczerpane do granic możliwości. Trwała u ich łóżek dając to coś…MIŁOŚĆ, która wyniosła ją na szczyt ludzkich możliwości …..maleńka, zgarbiona staruszka….której SERCE było wypełnione tylko dobrem….


Panie, gdy jestem głodna, przyślij mi kogoś,
kto potrzebuje pożywienia;
gdy chce mi się pić,
przyślij mi kogoś spragnionego;
gdy jest mi zimno, przyślij mi kogoś do ogrzania;
gdy odczuwam przykrości,
ofiaruj mi kogoś do pocieszania;
gdy mój krzyż staje się ciężki,
pozwól mi dzielić krzyż innej osoby;
gdy jestem biedna, skieruj mnie do kogoś,
kto jest w potrzebie;
gdy nie mam czasu, daj mi kogoś,
kogo mogłabym wesprzeć przez chwilę;
gdy jestem upokorzona, spraw, bym miała
kogoś, kogo mogłabym pochwalić;
gdy jestem zniechęcona, przyślij mi kogoś,
komu mogłabym dodać otuchy;
gdy potrzebuję zrozumienia u innych,
daj mi kogoś, kto czeka na moją wyrozumiałość;
gdy potrzebuję, by ktoś zajął się mną,
przyślij mi kogoś, kim ja mogłabym się zająć;
gdy myślę tylko o sobie samej,
zwróć moją uwagę na kogoś innego.
Uczyń nas, Panie, godnymi służenia naszym braciom,
którzy na całym świecie żyją i umierają
biedni i wygłodniali.
Daj im dzisiaj, posługując się naszymi rękoma,
ich chleb powszedni.
Daj im za pośrednictwem naszej wyrozumiałej miłości
pokój i radość.

Piękne słowa, które odczytywane kolejny , kolejny i jeszcze kolejny raz pozwalają zrozumieć sens bólu, sens pomocy ludziom w potrzebie…..słabszym od Ciebie. Podając tą dłoń oczekuj, że ona kiedyś odwrotnie trafi do Ciebie…tak zupełnie nieoczekiwanie. Gdybym  kiedyś nie pomagała , dzisiaj bylibyśmy całkiem sami z problem Kubusia. Te pomocne dłonie , dobre słowo, życzliwość, to uczucie, że jest ktoś obok, że nie musisz krzyczeć prosząc o pomoc  ZBYT  CZĘSTO…wystarczy niekiedy Twoja cisza……i pomoc nadejdzie…albo myśl, która pozwoli opanować trudną sytuację. Chciałabym co dnia zaszczepiać w sobie gram dobra, które miała Matka Teresa…i dalej siać je wokół. Plonem byłby wówczas inny świat, inni ludzie, którzy zbyt często zapominają o najważniejszej wartości, zapominają, że są ludźmi.

PROSZĘ BOZIU O ZDROWIE DLA WSZYSTKICH CHORYCH, O SIŁĘ DLA ICH OPIEKUNÓW…I CZUWAJ PRZY NAS DAJĄC TWOJĄ MIŁOŚĆ…KUBUŚ

AUTYZM- BEZUSTANNE SZUKANIE DROGI..

No Comments

Grażyna Bodora – cytat z publikacji

(..)Warunkiem dawania sobie rady z dzieckiem autystycznym jest spójny dom, pomaganie sobie nawzajem, atmosfera sprzyjająca mówieniu o swoich uczuciach i wspólne uczestniczenie w zajęciach poza domem. NAJWAŻNIEJSZE , TO KOCHAĆ SWOJE DZIECKO. Udowodnił to Barry Kaufman, filozof i psycholog amerykański, który wraz z żoną Suzi, opracował nowatorski program ,,Opcji’’, wykorzystany w pracy z ich autystycznym synkiem – program zakończony powodzeniem. Uczy w tym programie ,,jedynego w swoim rodzaju stylu i wizji życia, wypełnionego miłością, nazwanego Procesem Opcji, mającego zastosowanie zarówno w kształceniu jak i w terapii.

Rodziny z dziećmi autystycznymi potrzebują wsparcia. Obok celów nakierowanych na pomoc dla rodziców, niezwykle istotnym jest zarysowanie planów postępowania   z dziećmi (..)

Rodzice potrzebują poradnictwa w tym ciężkim zadaniu, zarówno w sensie emocjonalnym, jak i praktycznym. Poradnictwo dotyczy nie tylko procesu asymilacji, lecz także wsparcia praktycznego, jak organizowanie opieki, specjalnych warunków bytowania, itp.(..)”

Słowa, słowa, słowa…wdrożyć w realizację , to już jest problem.

Rodzice chorych dzieci zdani są tylko na samych siebie – niestety. Na odpłatne konsultacje, terapie, diety, opiekę medyczną. Proces leczenia Kubusia toczy się już drugi rok…Boże, dziękuję, że on już trwa. Nie chcę myśleć, co by się stało, gdybyśmy sami nie zaobserwowali zmian w jego zachowaniu …..a przecież chodziliśmy z nim do różnych lekarzy choćby na bilanse – roczny, dwulatka. Wszystko ok., rozwój prawidłowy . Nie znam możliwości lekarzy w rozpoznaniu, wychwyceniu poprzez badanie stanu zagrożenia dla dziecka. Faktycznie to rodzic jest tym pierwszym ogniwem, który dopatrując się jakiś zmian rozpoczyna pielgrzymkę celem uzyskania  porad u specjalistów….tylko prywatnie, to jasne. Zapisy do specjalistów w uspołecznionej służbie zdrowia to okres oczekiwania kilku, kilkunasto miesięczny. Chory system w całej rozciągłości . Wiedzę, którą czerpiemy na temat schorzenia to wzajemna komunikacja poprzez Internet z Rodzinami, to szukanie wielogodzinne informacji w Internecie. Błahostki….jakie pomoce naukowe, jaka terapia , jaka dieta…..Dziękuję Boże, że moja sytuacja materialna pozwalała na finansowanie procesu leczenia. Mogłam brać kredyty, żyć sama  bardzo skromnie , najważniejszy jest Kubuś i jego potrzeby. Kolejny ostry zakręt do pokonania mojej ścieżki życia pojawił się nieoczekiwanie…ale może tak być musiało. Po 28 latach pracy dostałam propozycję przejścia do Poznania….miejsca oddalonego od Bydgoszczy o przeszło 100 km…

Miałam zostawić dzieci same, bez wsparcia choćby psychicznego, pomocy wprost. NIGDY W ŻYCIU!!! Rozstałam się z firmą , rozpoczynam nowy etap , kolejne wyzwanie. Założyłam własną firmę , może damy radę i wszystko jakoś się ułoży….musi, innej opcji nie mamy.

Mówią , że jestem „ twardzielem” o gołębim sercu…..ile w tym prawdy, nie mnie oceniać. Życie to ring

( mój tato był bokserem)  , może ta waleczność to geny po NIM…nigdy nie poddaję się walkowerem.

Pewnie zaskoczę czytelników tego bloga…moja praca, zarazem pasja to też bezustanna walka z czymś złym….z nieuczciwością, cwaniactwem, kłamstwem. Stąd być może wyostrzona wrażliwość na krzywdę tych słabszych, którym zawsze pomagam. Pomagam też tym, którzy się zagubili w życiu, zbłądzili , okażą skruchę …i stają się wartościowymi ludźmi . Czerpię siły , dzięki głębokiej wierze…….szukam tak długo, aż znajdę wyjście…..Odszukam może i ja pomocy dla KUBY, który już od dzieciństwa zdany jest na walkę, walkę o swoją przyszłość.

Link do artykułu, który obrazuje moją postać….to nie jest lansowanie …to fragment mojego życia, to obraz mojej postaci….babci małego chłopczyka, którego dotknęło nieszczęście.

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100819/MOTORYZACJA/454772081

Trudno żyć w takim rozrzucie emocji ?????-  NIE…wszystko można pogodzić…..walkę, ból, cierpienie…i być  konsekwentnym w swoich postanowieniach….tak zwyczajnie rozumieć potrzeby bliźniego…pochwalić, albo wyprowadzić na właściwą drogę….tej dla Kubusia jeszcze nie odszukałam, wierzę, że znajdę.

MOTYLKU…..KOCHAM CIEBIE TAK BARDZO..