Miesiąc: Lipiec 2013

CZAS-SPOTKANIE-REFLEKSJA…

No Comments

Nadal ma babcia „niedoczas” , luki w systematycznych wpisach. Spiętrzenie wielu spraw, tempo nie takie jak lat kilka wstecz…i efekt jest, jaki jest.Dzieciaczki – moje cudowne wnuczęta  rosną . Córka regeneruje się po brzemiennym stanie. Jest silna, dzielna…nie  narzeka na swój stan zdrowia. Wiem, że jeszcze wiele czynności powinna ograniczać. To nie w Jej naturze. Kontakt od tygodnia tylko telefoniczny…muszę nadrobić zaległości w swojej pracy .Kubuś coraz aktywniej przystępuje do roli starszego brata. Obawy, że będzie dziwnie się czuł , akceptacja nowego stanu może być dla niego trudna w części potwierdziły się.  Koncentracja rozkłada się na dwie istotki…do tej pory był tylko ON. Godzinne rozmowy, przykłady -jak fajnie jest być starszym bratem, że nadal jest tym samym Kubusiem, którego wszyscy tak mocno kochamy skutkują przełamaniem. Wiem, że pewna zazdrość o młodsze rodzeństwo występuje zazwyczaj u każdego dziecka. Kubuś  obciążony swoim zaburzeniem musi mieć znacznie więcej czasu do przyswojenia nowej rzeczywistości.  W czwartek „Panowie” zrobili sobie „męski „ dzień ….Tata zabrał Kubusia do kina na bajkę, dalej wizyta w MacDonaldzie , zakończeniem była  rozrywka w famili parku .

Od 10.00 do 19.00 „chłopcy” byli poza domem. Kubuś bardzo, bardzo się cieszył. Podekscytowany opowiadał , co widział , jak się bawił..Motylek już tak pięknie potrafi opowiedzieć o wszystkim…z sensem, ze zrozumieniem, emocjami .Choć wymowa bywa jeszcze  mało zrozumiała , to szczegół wobec rezultatów Jego ciężkiej pracy od prawie czterech lat . Często szybciej myśli, niż powie…Zatrzyma się, ułoży w główce swój przekaz , opowie dokładnie,  o co chodzi.  Osoby, które widziały Kubusia lat temu dwa…nie dowierzają, że to ten sam Kubuś. Boże, to CUD , o którym marzyliśmy, w który wierzyliśmy od dnia postawienia diagnozy . Niewyobrażalna walka o każdy gram Jego umysłu – efekty przepiękne .

Nigdy nie odtworzy sobie pewnie  lat pracy , nie pojmie, że Jego piękny okres dzieciństwa umknął .Ważne jest tu i teraz !!! Nadal wiele pracy , kształtowanie obszarów zaburzonych do chwili obecnej .

Utrzymują się natręctwa – od dwóch miesięcy bezustannie myje rączki , odrzuca potrawy, które były smaczne, wybiera kolejne …I ta zabawa w swojej ciszy z zabawką maleńką w rączce . Ten widok jeszcze boli…Odchodzi na bok, spina się stając na palcach , wpatruje się w zabawkę , którą ma przed oczyma …przemawia do niej inscenizując jakby jakąś rolę. On jest narratorem, zabawka odgrywa postać przez Niego obraną . Nie można przerwać tego stanu, bo rodzi się bunt. To kilkakrotne wyłączenia w ciągu dnia . Beztroska zabawa na podwórku  też takie stany przywołuje. TO NIC !!!!!Wszystko jest do opanowania. Wierzyłam, wierzę i NIGDY nie przestanę, że za kilka lat wszystkie deficyty zostaną szczelnie maskowane przez Niego samego.

Zdjęcie0247KUBUŚ W ROLI STARSZEGO BRACISZKA …MOJE ANIOŁKI !!

Wczoraj przeżyłam pięknych kilka godzin….Nie ma spraw niemożliwych , choć wiele  barier życie stawia. Od wielu lat szukałam kontaktu z moją Przyjaciółką z lat szkolnych. Siedziałyśmy w jednej ławce w szkole podstawowej. Pamiętam dzień, kiedy przyszła mnie odwiedzić. To było 33 lata temu..Luźna rozmowa , co dalej z nauką, dokąd …Unikała tego tematu dość sprytnie. Rozstając się, żegnając powiedziała…”Szczęścia Gosia życzę, nie zapomnę o Tobie, Twojej Rodzinie. Ja wybrałam swoją przyszłość , jestem do niej przygotowana „…Zdumienie, chwila ciszy…”idę do  Klasztoru , za kilka dni żegnam świat zewnętrzny”…Jezu, do którego…masz takie powołanie ?? Tak, to mój sens na kolejne lata ..  Klasztor zamknięty – Klaryski….I nie będziesz miała możliwości kontaktu z nikim ?? Czas jakiś nie . Łzy wielkie mi  popłynęły – rozstanie …”Nie płacz…ja jestem szczęśliwa”.

Od znajomych duchownych sporadycznie czerpałam informacje , gdzie jest Beata, co robi, czy nadal trwa przy Bogu. Potwierdzali, że tak . Kilka lat temu jakoś nagle przyszła mi na myśl Jej postać. Szukałam namiarów, kontaktu pytając wspólnych znajomych. W zeszłym miesiącu otrzymałam Jej adres e-mail…Długo zbierałam myśli, co Jej napisać. W czwartek „natchnęło „ mnie , napisałam .Zdumienie ogromne, kiedy otrzymałam odpowiedź zwrotną…Jestem w Bydgoszczy, w Klasztorze Klarysek. Mam możliwość spotkania z Tobą na terenie Klasztoru…ja wyjść nie mogę.Boże…godzina, dzień i mknę sto na godzinę!! Wczoraj spotkanie miało miejsce. Odgrodzone  między sobą kratką  widziałyśmy się, słyszałyśmy. Serdeczny uścisk  ograniczała kratka…SZCZEGÓŁ mało istotny. Nie zmieniła się ani troszkę…wrażliwa, KOCHANA SIOSTRA MAGDALENA .

Mniszki Klaryski od Wieczystej Adoracji…Ich powołaniem jest nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu. Modlą się w intencjach swoich, wobec próśb ludzi świeckich .

Streściłam w ułamku mój szlak życia…trudny, wyboisty. Ona opowiadała o swoich latach trwania przy Bogu .Ich  zajęciem jest również wyszywanie ornatów, różnych cudeniek na potrzeby, zamówienia osób z zewnątrz. Jest nadal szczęśliwa, radosna, promienna . Trzy godziny rozmowy , to zbyt mało, żeby poznać  swoje historie. Opowiedziałam Jej o mojej roli w życiu od kilku lat…O przytulaniu wirtualnym moich chorych dzieciaczków, Przyjaźniach tak szczerych z Rodzinami…Prosiłam o modlitwy za każdego , którego znam. Intencje za Wszystkich WAS – ANIOŁY MOJE …Wierzących, niewierzących …Przecież kocham Wszystkich bez względu na światopogląd …Ważne, że jest się człowiekiem…

Wyszłam mocniejsza z wiedzą, że mam modlitewne zaplecze wśród tych, które są bliżej „ SZEFA” od zawsze…

Zaskoczyła mnie  totalnie chwila rozmowy. Zdałam sobie sprawę, że uczymy się całe życie .

Moja głęboka wiara , modlitwy , które kieruję do „ Nieba” mają swój pewien schemat…Pamiętam, kiedy  trwałam u boku mojej chorej Mamy – chwytałam często kilka minut mknąc do Kościoła , w ciszy zrzucać swój ból niemocy . Kilkanaście minut takiego sam na sam  rozmowy , przekazu…prosząc i dziękując. Jedną ze Świątyń, które były po drodze wracając z pracy była właśnie Kaplica Klarysek…Za głównym Ołtarzem Siostry śpiewem odmawiają swoje brewiarze. Atmosfera skupienia, refleksji ….i w tle ten śpiew. Modliłam się zawsze w niszy przed obrazem Matki Bożej. Wiele wizerunków ma Matka, która Wszystkich kocha….Nie znam każdego, to oczywiste . Matka Boska … wystarczy. W chwilach bardzo trudnych kieruję swoje prośby między innymi do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Modliłam się do Niej szczerze w walce o kolejne jutra mojej Mamy, siły dla siebie, aby ten ciężki bój pokonywać z pokorą…Modliłam się tak często ostatnie miesiące, kiedy czekałam na narodziny mojej wnusi….O szczęśliwe rozwiązanie , zdrowie dla Córki i dzieciątka -do NIEJ właśnie i do Św. Rity…

W rozmowie z Siostrą Magdaleną…opowiadałam o swoim nawróceniu , o Wierze głębokiej, która pozwala mi trwać . Oczywiście opowiadałam o swoich wnukach…Przytaczam datę narodzin Klaudynki – 27 czerwca …i uśmiech pojawił się na twarzy Przyjaciółki…Którego?? – 27 czerwca  2013 r…jeszcze nie ma miesiąca Kruszynka moja. Wiesz, czyje to Święto w tym dniu…NIE !!! Tej, do której się modliłaś…Matki Boskiej Nieustającej Pomocy …Jej wizerunek jest właśnie  w naszej Kapliczce, u Jej stóp klęczałaś…Zatkało mnie totalnie …Ona jest patronką Twojej KLAUDI…wymodliłaś ją …I jak tutaj być obojętnym wobec znaków , których często nie rozumiem. Nie da rady!!!…Nie wiedziałam do wczoraj , że  Klaudynka przyszła na świat w ten dzień, nie przypisywałam wizerunku Matki do tego, który  wisi w Kaplicy, nie przypuszczałam, że  zobaczę Beatę- Siostrę Magdalenę…a jednak…

CEL- DROGA DO NIEGO …i z boku Przyjaciółki…Wiara, Pokora , Cierpliwość i MIŁOŚĆ.. Motto, które towarzyszy mi od lat ..tak już pewnie pozostanie…

PS. W przyszłym tygodniu wracam do Listu Otwartego . Wysłany został 26 maja !!! Zbyt długa zwłoka w odpowiedzi, chociaż wobec kilku spraw.Nie ładnie Panie Pośle Jarosławie Duda…To nie była pocztówka z wakacji , a przekaz w imieniu setek tysięcy zmęczonych POLAKÓW , APEL O POMOC , REGULACJE PRAWNE …Nie zapomniałam..żeby jasne było ! Babcia Gosia

MIEJ MARZENIA, SPEŁNIAJ JE..

No Comments

DVC00198MÓJ KUBUŚ, KIEDY MIAŁ 1 ROK !!!

Tym razem temat  odbiegający od  tematyki prowadzonej na moim blogu, profilu  FB. Masz marzenia, chciałbyś je zrealizować, nie masz środków …zapraszam, poznaj sposób, jak je zdobyć. „Barwy Kreatywności – pokaż, że Polak potrafi”.

http://www.youtube.com/watch?v=UUd3RJyL3Qc

Miałam to szczęście , też brałam udział w projekcie ….Chcesz, przeczytaj….

W  Internetowy świat  wprowadziła mnie osobista tragedia, kiedy to  cztery lata temu u mojego wnuka zdiagnozowano tajemnicze zaburzenie zwane AUTYZMEM.  Całkowity brak wiedzy  na czym zaburzenie polega , jak wspierać dziecko  skłonił mnie do spędzania setek godzin przed komputerem .

Odczytywałam informacje z przerażeniem . Miliony pytań- co dalej, jak żyć, żeby nie oszaleć  z niemocy . Docierałam do wielu publikacji w kraju i poza jego granicami . Z udziałem Przyjaciół tłumaczyłam wiele tekstów medycznych , zapoznawałam się z przypadkami tak różnymi w swoim przebiegu .  Ukształtowałam swoją psychikę tak, aby przyjmować do wiadomości tylko pozytywne informacje , wiedzę, że to zaburzenie można  pokonać w wielu obszarach . Swoje emocje przekazywałam dzieciom- Rodzicom Kubusia .  Pokora, Cierpliwość, ogromna WIARA i nadzieja przytuliły mnie , niczym najlepsze Przyjaciółki  . Byłam świadoma, że nasze życie nabierze innego tempa , będzie postrzegane z innej perspektywy . Inne radości, jeżeli się pojawią …i smutki .

Priorytetem stała się walka o uwolnienie splątanego, cudownego umysłu mojego wnuka . Przejęłam na siebie rolę „dostawcy” wiedzy , środków finansowych na pokrywanie kosztów  drogich terapii.

Opiekę wprost  nad Kubusiem sprawowała moja Córka przemiennie z Zięciem . Tysiące godzin pracy rodziło pierwsze owoce ..najpiękniejsze , jakie można pozyskać. Kubuś stopniowo zaczął wychodzić ze swojego kokonu inności . Pierwszy uśmiech , sylaba wypowiedziana z sensem , z czasem słowo .Czekałam pokornie, kiedy mój wnuk po dwóch latach terapii rozpozna ponownie, że jestem Jego babcią, nie wrogą postacią, której się bał . Wyobrażasz sobie , że sens Twojego życia , wnuk nie wie kim jesteś, nie rozumie, jak bardzo Jego kochasz . To ból, którego nie sposób opisać słowami .Wylewałam litry łez w ukryciu…sama , nie chcąc zarażać swoim smutkiem dzieci . Łzy nie wypłukały tej potężnej Wiary , że doczekam dnia , kiedy Kubuś wróci z dalekiej podróży do naszego, zdrowego świata chociaż jakimiś zmysłami. Autyzm, to nie zaburzenie psychiatryczne. Autyzm myli wszystkie zmysły ….wzrok, słuch, węch, smak , dotyk …Te rozsypane fragmenty umysłu składa się niczym puzzle w piękne obrazki . Z czasem pojęłam, że sama nie dam rady finansować terapii . Koszty znacznie przekraczały możliwości  pozyskania dochodu ciężką, kilkunastogodzinną  pracą. Słabłam , tempo było coraz  mniejsze…Moje motto w życiu…”NIE MA SPRAW NIE DO PRZEJŚCIA !!.” Jeżeli czegoś bardzo pragniesz…obierasz cel i mkniesz, ile zdrowia, sił starczy . Siły …czerpałam je z Miłości do Kubusia .

Na swoim szlaku napotykałam  wspaniałych ludzi . Krąg wirtualnych Przyjaźni powiększał się. Przybywało stałych czytelników  mojego bloga. Pozytywne, miłe recenzje cieszyły . Ktoś kiedyś napisał „Jak Pani pisze te teksty…tak prawdziwie , że łzy ciekną po klawiaturze”.  Nigdy nie oceniałam swojego stylu przekazu  osobistych przeżyć, które wiły się pod dachem mojej Rodziny .

Słowa czytelnika  zrodziły  iskierkę  pomysłu , który wdrożony mógłby  ewentualnie  zabezpieczyć Kubusia w dalszy proces leczenia…Może napiszę pamiętnik…materiał już mam. Takie – kopiuj- wklej z zapisów na blogu , poszukam jakiegoś Wydawcy , wydam książkę o Kubusiu i dla niego !!! Zbyt książki za niewielkie kwoty , to kolejne godziny terapii.  To było marzenie…Wykonałam kilka telefonów, pytałam o kwoty  niezbędne do wydania debiutu w najskromniejszej oprawie . Wydawcy podchodzili z dystansem…wszak nie byłam i nie jestem literatem, nie mam doświadczenia. Wkłady własne oscylowały od 15.000 zł w górę. To abstrakcja – myślałam. Leczę Kubusia, skąd środki na wydanie książki . Stopa życiowa obniżyła się do minimum. Nie musiałam poprawiać sobie humoru poprzez zakup markowej odzieży, kosmetyków , wykwintnych potraw. To już było !!! Mogę kupić sobie ciuch w lumpeksie …przetrwam. Mogę skromnie żyć , ograniczyć wszystkie wydatki…dla NIEGO, MOJEGO WNUKA …JEGO TRZEBA RATOWAĆ, ja zaspokoję głód nawet  chlebem z dżemem…nie szkodzi .

Tylko skąd wydobyć ten cholerny wkład własny na spełnienie marzenia, publikację książki, którą chcę napisać, wydać…Marzeń nie można trzymać w tajemnicy. Czasami warto o nich mówić głośno.Tak też czyniłam…Nie długo.Jedna z wirtualnych Przyjaciółek, Edytka  podsunęła mi pomysł , w jaki sposób zdobyć środki na start z książką. Przesłała mi link do portalu PolakPotrafi wskazując, iż dzięki nim mogę zbierać kwoty od potencjalnych darczyńców , którzy wpłacą drobne kwoty…Napisałam!- W tym samym dniu skontaktował się ze mną Kubuś…Jakub, twórca portalu. Projekt został przyjęty !!Szczegółowo opisał mi na czym to polega .Pamiętam, że początkowo chciałam przytoczyć kwotę wyższą , od tej, o którą prosiłam…Nie babcia, nie bądź pazerna…delikatniej, może dasz radę…

Wystartowałam! Moja ogromna radość z pierwszych wpłat  była cudowna . Ktoś spontanicznie, nie znając mnie wspiera  kwotą….Dni płynęły , kwot przybywało . Wyznaczyłam kwotę w wysokości 6000 zł, którą musiałam pozyskać w terminie 60 dni od publikacji projektu na portalu.  W przypadku, kiedy nie osiągnęłabym tej ,kwoty wszystkie środki powróciłyby do darczyńców . Kubuś w tym czasie bardzo chorował. Infekcje , szpital…Do zakończenia zbiórki pozostało kilka dni, a na koncie brakowało  około 3000 zł.  Dałam sobie spokój. Byłam przybita kolejnymi  chorobami Kuby.  Kilka dni przed zakończeniem zbiórki  napisała do mnie anonimowo osoba z pytaniem, co się stanie w przypadku, kiedy kwoty nie zbiorę? NIC, po prostu nic…Nie wydam książki, bo nie mam za co.Chyba  5 dni przed upływem terminu wróciłam ze szpitala od Kubusia, weszłam jeszcze na chwilkę do swojego biura, włączyłam laptopa….i nie wierzyłam w to, co zobaczyłam !!!!Ktoś wpłacił kwotę , która łącznie z wcześniejszymi wpłatami  dała  6000 zł !!!! Nie wierzyłam …Poprosiłam wspólnika- Krzysiu, zobacz, czy to jest sen, jestem zmęczona, czy tutaj naprawdę widnieje 6000 zł….Przytulił mnie mocno i razem krzyczeliśmy ze szczęścia TAK, TAK !!!!!! To jest ta kwota!!!

http://polakpotrafi.pl/projekt/autyzm-pamietnik

 To był jeden z piękniejszych dni w moim życiu. UDAŁO SIĘ !!! Książkę pisałam w tempie kosmicznym. Nie dało rady  wykorzystać kopiuj- wklej. Pisałam od podstaw, co mi serce dyktowało , wszystkie emocje zrzuciłam na papier.  W lutym 2011 r Wydawca przekazał mi egzemplarze książek do własnej dystrybucji…Mojej pierwszej książki w tak trudnym temacie . Prawdą jest, że szału ze zbytem książki nie ma…Cóż-tematyka jest dość trudna, na rynku jestem anonimowa, zazwyczaj proszą mnie o nią osoby równie ze skromnym budżetem jak mój …daruję je zwyczajnie. Satysfakcją jest to, że chociaż rzesza innych osób pozna na czym zaburzenie autyzmu przebiega, jak kochać dzieci, które nie pojmują nas, zdrowych, krzyk o tolerancję może ktoś pojmie….Ja ciągle wierzę, że tym razem odbiję się z dołka finansowego dzięki swojej pracy , dam radę wspierać nie tylko potrzeby Kubusia, ale i innych chorych dzieciaczków…Dzięki portalowi poznałam też wspaniałych ludzi, którzy tak jak ja  mieli marzenia, do realizacji których potrzebne były pieniądze .Jednym się udało, inni mieli mniej szczęścia. Poznałam między innymi wspaniałych  „chłopaków” , którzy reaktywowali swój zespól rockowy VAHANARA! Wojtek…miliony buziaków dla WAS !!! Poznałam też Krzysia , który  marzył o wydaniu albumu z muzyką chrześcijańską. Krzysiu ma niezwykły talent, duszę artysty. Piękny , przejmujący głos  i  to coś, co wzrusza do łez…Krzysiu Bigaj ponownie uczestniczy w tym  Projekcie. Zbiera środki na wydanie płyty  ‘ Słowa naszego Papieża , poezja Karola Wojtyły. To forma okazania czci, Miłości wobec Tego, którego kocha cały świat . Marzy, aby płyta została wydana  przed kanonizacją Papieża Jana Pawła II. Może i wśród czytelników znajdzie się dłoń pomocna, która wesprze pracę Krzysia drobną kwotą. Poniżej link, jak to uczynić…..

http://polakpotrafi.pl/projekt/plyta-z-piosenkami-do-wierszy-karola-wojtyly

 Miejmy marzenia , spełniajmy je….i wierzmy, że  choć jedno z wielu spełnionych  pozwoli  nam w tych trudnych czasach poczuć zapach życia ….Babcia Gosia