Miesiąc: Październik 2012

REFLEKSJA…

3 komentarze

 Jednego dnia w pewnym bardzo uczęszczanym lesie wybuch pożar. Wszyscy ogarnięci paniką uciekali. Pozostał jedynie pewien ślepiec i pewien kulawy. Przerażony ślepiec szedł dokładnie w stronę ognia.

– Nie tam! Krzyknął do niego kulawy. – Idziesz w stronę ognia!

– Gdzie mam więc iść? – zapytał go ślepiec.

– Mogę ci wskazać drogę – powiedział kulawy – ale nie mogę uciekać. Jeśli jednak weźmiesz mnie na ramiona, zdołamy obaj uciec stąd i ocalić się. Ślepiec posłuchał rady kulawego. I w ten to sposób uratowali się obaj.

Gdybyśmy potrafili dzielić się ze sobą wszystkimi naszymi doświadczeniami, pragnieniami i rozczarowaniami, naszymi cierpieniami i naszymi zdobyczami, niejednokrotnie moglibyśmy uratować się przed niebezpieczeństwem i o wiele łatwiej.

Mądre przekazy w kilku zdaniach tak bardzo potrafią skłonić do refleksji nad swoim życiem.

 Człowiek sam ze swoimi problemami mniejszymi, większymi nie da rady iść swoją kładką . Często jest bardzo chwiejna . Trzymamy się niewidzialnej poręczy i musimy zmierzać do przodu. Gorzej, kiedy nagle zauważymy brak kilku szczebelek . Ryzyko przeskoczenia …plan, jak nie wpaść do tego dołu. Kolejny skok może być tragiczny, możesz się tylko potłuc, albo z wielkim odbiciem wykonać swój skok i dalej zmierzać przed siebie. Wiem, że zawsze trzeba ryzykować . Stanie w miejscu niczego nie zmieni . Wiem też, że im dłużej się będziemy zastanawiali, tym więcej sił stracimy przez stres, który paraliżuje .

Opowiadanie o niewidomym i kulawym , to poniekąd historia każdego , który nagle został zaskoczony okrutną diagnozą o chorobie swojej, bliskiego. To też moja historia . Znalazłam się w świecie blogosfery z chwilą, kiedy dotarła do mnie informacja o zaburzeniu Kubusia. Wówczas nie tylko ta kładka się zachwiała, ale i zabrakło kilkunastu szczebelek …Co dalej, jak iść, którędy . Trzeba ratować dziecko !! Zrobimy wszystko, skoczymy …tylko gdzie? Szukałam publikacji, setek publikacji o tym zaburzeniu. Autyzm był słowem zupełnie obcym. W treści publikacji pojęcia naukowe były mało czytelne . Nie jestem omnibusem , szczegółowe opisy budowy mózgu, nie rozumiałam tych słów. Wrzucając w GOGLE słowo AUTYZM …dziesiątki stron do odczytania. Zaczynałam stopniowo pojmować  przebieg zaburzenia wczytując się w relacje Rodziców prowadzących blogi. Zdjęcia, filmy, opisy jak było, jak jest…Każde dziecko w innym stopniu zaburzone . Inne parametry rozwoju , różne terapie, metody wyprowadzania maluszków z krainy autyzmu .

Z czasem delikatnie pukałam do Mam , które w tym procesie już trwały. Otwierały swoje drzwi gościnnie…pocieszały, doradzały.  Choć nie jestem Mamą, a babcią mojego chłopczyka…wchodzę w ten świat i ja. Wkrótce minie trzeci rok od dnia, kiedy założyłam bloga . Dzisiaj moja wiedza w  obszarze autyzmu jest  bardzo duża.  Wracając do pierwszych wpisów nie chce się wierzyć, że takie stany miały miejsce…Oczekiwanie na sylaby Kubusia, zrozumienie czegokolwiek, docieranie do maluszka w przeróżny sposób . Ogromna radość z grama postępu…bo spojrzał w oczy, wykonał zadanie , pokazał, o co prosi. Ten najtrudniejszy czas już za nami . Boże, tylko dziękować mogę za obecny stan Kubutka .

Dzisiaj to ja odpowiadam Mamom na e-maile , wskazuje, doradzam, jak tylko potrafię . Każda rozmowa, kontakt jest ciepłym, szczerym przytuleniem we wzajemnych trudach. Tych emocji nie zagwarantuje mi, nam żaden najlepszy specjalista. Wspólna radość , ale i łzy , kiedy trudniej przejść przez kładkę. Kilkakrotnie chciałam zamknąć bloga. Brak czasu, niekiedy słów..

Kilka osób „obstawiało”, że zamknę te karty w dniu, kiedy moja książka zostanie wydana.Trochę mnie to zabolało…przecież nie piszę pod publikę, a sercem, które dyktuje słowa.Książka nie powstała na zasadzie – kopiuj , wklej z zapisków na blogu. Choć myślą przewodnią w niej jest Kubuś, autyzm…są w niej zawarte inne tematy, które wynurzały się w czasie jej pisania, które nie są publikowane na blogu.

Czy Kubuś będzie miał powód, aby kiedyś obrazić się na mnie , że opisywałam Jego szlak , Inność?? Wierzę, że nie. Przecież to są fakty, które stanęły przy nas , tego nie wyrwiemy z życiorysu maluszka, swojego…Będę nadal pisała, wspierała innych, którzy potrzebują niekiedy tylko słowa otuchy, takiego poczucia…nie, nie jestem sama, sam. Dostaję też  tony pozytywnej energii od Was Kochani , która wyrywa mnie w chwilach często bardzo, bardzo trudnych .

Za to Wam Wszystkim serdecznie dziękuję!!!

Ostatnie trzy, cztery miesiące los zabrał z mojej kładki kilkanaście szczebli…Nie stoję w miejscu, nie oglądam się za siebie…Intensywnie przygotowuję się do tego wyskoku …Wierzę, tak bardzo wierzę, że na dole przepaści „nie wyląduję”.., ot życie, jakoś tak…

„Gdybyśmy potrafili dzielić się ze sobą wszystkimi naszymi doświadczeniami, pragnieniami i rozczarowaniami, naszymi cierpieniami i naszymi zdobyczami, niejednokrotnie moglibyśmy uratować się przed niebezpieczeństwem i o wiele łatwiej”.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=TRl2Xb-0Gs4[/youtube]

MÓJ LIST DO MATKI…

7 komentarzy

Najdroższa Mamo,

Wkrótce minie 6 lat , kiedy zakończyłaś swoją ziemską pielgrzymkę.  Przywołuję Ciebie co dnia w myślach, czasem mówiąc…Ty mnie słyszysz, prawda ? Wierzę, że tak jest. Byłaś moim Aniołem…dobrem, piękną duszą, którą  obdarowałaś każdego hojnie. Tęsknię za Tobą tak bardzo.Tęsknię za  zapachem Matki, za dłońmi, które całowałam, za słowem otuchy, które zawsze pomagało. Bywają dni, kiedy chciałabym się do Ciebie przytulić, poczuć to ciepło , usłyszeć bicie Twojego cudownego Serca…Długie było nasze pożegnanie. Pamiętam dzień, kiedy lekarz oznajmił mi, że już wkrótce odejdziesz na drugi brzeg. Bólu tych słów nie potrafię opisać. Skaleczyli mnie potężnie tym wyrokiem. Od tego czasu walczyłaś jeszcze cztery lata . Pokornie, cierpliwie przykuta do łóżka, zdana tylko na nas…Tak bardzo tęskniłam, kiedy musiałam iść do pracy, Tobą zajmowała się opiekunka. Biegłam do domu , żeby być już z Tobą…Służyć pomocą, jak tylko potrafiłam. Teraz wiem, że  Twoje cierpienie , moje trwanie u Twojego boku przygotowywało mnie do kolejnych wyzwań , które dopiero miały nastać. Rozpaliłaś we mnie pokorę niewyobrażalną wobec wielu spraw.

Życie na zewnątrz przestało istnieć….Ty i tylko TY byłaś moją radością. Każdy oddech, sygnał, że jeszcze jesteś . Kiedy dawki morfiny były zwiększane, troszkę  mieszał się Twój kochany umysł…Wracałaś pamięcią do swoich lat młodości, opowiadałaś mi swoje historie. Słuchałam  w skupieniu, wpatrzona w Ciebie, ze ściśniętym gardłem , żeby nie pokazać, jak bardzo mi trudno i płakać nie mogę przy Tobie…Pamiętam, kiedy prasowałam Twoje koszulki, pościel…były takie chwile wyciszenia…Włączałam pieśni o Bogu , Matce Bożej…Zamykałaś oczy, słuchałaś tak spokojnie…

Wspólny różaniec, modlitwa dawała  upust. Niekiedy może nie słyszałaś…ja wierzyłam, że słyszysz. Kamilka tak szybko musiała dorosnąć. Wspierała mnie w tej walce o każdą kolejną godzinę, tysiące godzin , które były nam dane. Wtedy Ty Mamo, ani ja nie wiedziałam, że ta opieka nad Tobą rodzi u Kamilki  piękne wnętrze .Do dzisiaj jest moim Aniołem Stróżem…Opiekuje się mną, kiedy słabnę, jest tak bardzo pracowita, czuła . Monika  nie mieszkała już z nami, ale była ciągle z boku.

I Monikę przygotowywaliśmy też nieświadomie, że opieka nad ciężko chorym nie musi  być trudna.. Dzisiaj daje siebie całą swojemu Synkowi , naszemu Kubutkowi.

Nie ma trudu, zmęczenie gdzieś znika, kiedy tak bardzo się kocha.Nasza Miłość do siebie… Ty Mamo wiesz najlepiej…Doczekałaś dnia, kiedy Kubuś przyszedł na świat. Miałaś jeszcze świadomość , choć była tłumiona przez  leki. Przytuliłaś  swojego prawnuczka , ucałowałaś Jego czółko. Nie zapomnę i tej chwili…Twój pierwszy, jedyny prawnuczek .

Mamo…dzisiaj Kubuś jest  dużym chłopczykiem. Nie było Ciebie  z nami, kiedy padła ta trudna diagnoza…Wiem, że Twoje Serce rozsypałoby się na strzępy, ale walczyłabyś o dziecinkę tak jak o każdego z nas. Nie doczekałaś dnia, kiedy w moim kierunku   padło słowo nowotwór . Pewnie lepiej, że już tego nie musiałaś słyszeć. Martwiłabyś się ogromnie, ja nie mogłabym patrzeć na Twój ból niemocy. Kubuś wie, że Ty, Tato, wiele, wiele duszyczek  mieszkacie w Niebie.  Opowiadałam Jemu o Tobie, Tatusiu. Wszystko w tym życiu ma jakiś sens. Troska o Ciebie była tym pierwszym poważnym egzaminem w życiu. Z każdym dniem kochałam Ciebie coraz mocniej i mocniej…Mówiłam o tym tysiące razy. Pewnie słyszałaś, choć świadomość Twoja była uśpiona.  „ U mnie wszystko w porządku, jest dobrze”- pamiętasz…Dzisiaj nie mogę tak powiedzieć, bo tam, z góry sama widzisz jak jest…

Mamo…choć nie czuję Twojego ciepła, nie słyszę bicia najdroższego Serca …wiem, że jesteś obok, czuwasz. Ciężko mi coraz częściej, gubię się w wielu sprawach, mój szlak jak zawsze wyboisty. Idę, bo muszę .Trzymaj mnie za rękę, przytul w myśli , wlewaj cierpliwość, pokorę strumieniem. Wypraszaj u Boga łaski tak bardzo potrzebne na dni, lata….nie wiem. Jesteś blisko Niego…tego jestem pewna . Wspieraj moje dziewczynki , zięciów, prawnusia….Przyjdzie dzień, może noc , kiedy  przyjdę do Was ..Do Ciebie, Taty, Grzesia…wszystkich, którzy mieszkają już w Domu Pana . Jeszcze troszkę chciałabym tutaj pobyć…, a kiedy nastanie ten czas  przywitaj mnie …i czekaj.

Kocham Ciebie tak bardzo – wtedy, teraz, zawsze. Pomóż mi iść przez kładki , które często są kruche .

Oddalaj niepokój o kolejne dni…Może nastanie przełom, poczuję zapach życia…może…