Miesiąc: Sierpień 2012

„AUTYZM CHAOTYCZNY TANIEC UMYSŁU”

3 komentarze

Zapisane na kratach książki ; „ Autyzm chaotyczny taniec umysłu”

 Dobro zawsze powraca.

Na zachmurzonym niebie ujrzysz promyk słońca..

Ktoś kiedyś zadał pytanie — czy ten, któremu los bezustannie stawia trudne wyzwania może powiedzieć, że czerpie radość z tego życia? Odpowiem — tak. Czerpie ogrom radości, ale cieszy się pewnie inaczej, bo i świat postrzega inaczej. Opis chwil szczęścia przez każdego jest różny, bogaty wachlarz emocji. Może cieszyć widok płatka śniegu, kropli deszczu, rosy. Może cieszyć widok noworodka z pięknym grymasem uśmiechu na drobnej twarzyczce. Widok dwojga starców trzymających się czule za ręce. Kochane, spracowane ręce trudami minionych lat. Każdego dnia zdarza się taka chwila. Albo ją uchwycisz, albo przejdziesz obok i zrozumiesz dopiero za czas jakiś, że to była twoja radość.

Suty obiad ucieszy głodnego, ale niekiedy bułka z pasztetem niesie radość.

Zakup wymarzonego samochodu, domu, wymarzona podróż. Ile osób, tyle sposobów na odszukanie tej chwili szczęścia. Marzenia? Wszyscy je mamy. Te duże, te małe.

Życie oferuje tak wiele. Optymizm i wiara często przechyla się w naszą stronę. Pesymiście trudno się odnaleźć w czasach, kiedy pojęcie stabilizacji na różnych płaszczyznach życia staje się już egzotyczne. Niekiedy splot wielu sytuacji dodaje tony pozytywnej energii. Spływają nagle, nieoczekiwanie i wyzwalają adrenalinę tak bardzo potrzebną do kumulacji sił. Trzeba to dostrzegać, bo czas tyka. Ta minuta, godzina nigdy więcej się nie powtórzy. Odejdzie i nie pozostawi po sobie śladu. Można czerpać radość w najbardziej trudnych chwilach. Ból, jego natężenie, ma swoją krzywą. Wzmaga się, oddala. Ten moment oddalenia intensywnego bólu, możesz nazwać twoją sekundą radości. Cieszą piękne krajobrazy, natura przetworzona w niepowtarzalne arcydzieła, jedyne w swoim rodzaju. Utrwalone fragmenty życia na fotografii, w klatkach kadr filmu. Po czasie cieszą, są przeszłością, która pozostawiła swój ślad. Idąc ulicą patrz na twarze ludzi. Tak dużo z nich wyczytasz. Szczęście, miłość, radość. Spotkasz też łzy, samotność,złość. Cieszy dobro dawane innym, ot tak, spontanicznie —jak człowiek człowiekowi. Odwiedził mnie w moim biurze bardzo smutny człowiek. Zapukał do drzwi jakiś czas temu.Usiadł zmęczony (biuro mam na drugim piętrze), chwilę odpoczął. Mężczyzna miał na twarzy napisane — cierpię, pomóż mi. Blada, pomarszczona twarz w odbiciu zielonej, lekko podniszczonej kurtki. I piękne dłonie, równie blade jak twarz. Miał przy sobie siatkę, a w niej kilka obrazów. Obrazy wykonane tymi pięknymi dłońmi. Krajobrazy przeniesione na płótno różnymi technikami. Zapomniane, stare uliczki, kościoły, stare kamienice. Oglądałam te prace i zerkałam na twarz człowieka. Nie byłam zbytnio zainteresowana zakupem. Mężczyzna bardzo powoli prezentował swoje dzieła, tłumaczył, co odzwierciedla obrazek, obraz. Nie mogłam się powstrzymać, zarazem krępowałam się zadać to pytanie. Przemogłam się i spytałam: „czy pan się źle czuje?”. Ten oddech przerwany między słowami, bladość. Mężczyzna miał w oczach łzy: „Wie pani, mam raka. Jestem po kolejnej chemii, nie mam środków na zakup leków. Kiedyś, gdy byłem zdrowy, malowałem obrazy, to był mój dochód. Wystarczało na wiele. Teraz nie mam nic”. Pokazał mi receptę na leki, choć o to nie prosiłam. Wśród kilku obrazków wypatrzyłam jeden kościół, w którym zostałam ochrzczona. Wybrałam go, zapłaciłam trochę wyższą kwotę niż o którą prosił. Życzyłam dużo zdrowia. Ucieszył się ten obcy mężczyzna, a jego uśmiech na zmęczonej chorobą twarzy ucieszył i mnie. Przyszedł kolejny raz kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia. Zapukał, usiadł. Ten sam smutny widok. Wyszeptał słowa, które wzruszyły tak bardzo. Wiem, już raz pani kupiła obrazek. Obszedłem kilka biur, nikt nie chce kupić. Ponownie zabrakło mi pieniędzy na leki. Wstyd mi. Dałam mężczyźnie jakąś kwotę, choć każdy grosz przeliczam na terapię Kubusia. Było mu tak ciężko, dobrze to rozumiem. Tym razem nie wzięłam obrazu. Powiedziałam, że to zaliczka, a jak kiedyś poczuje się lepiej narysuje portret mojemu Kubusiowi. Miałam trochę słodyczy, ozdoby z czekolady stały na biurkach. Zgarnęłam je i włożyłam do zniszczonej torby nieznajomego. Jego radość, kilka słów. „Wie pani, ja tak dawno nie jadłem czekolady, a prezentu na święta nie dostałem kilka lat. Te gwiazdorki, łakocie to mój prezent — dziękuję. Bliscy rozjechali się, jestem samotny”. Nie musiałam długo czekać na spełnienie się powiedzenia, którym kieruję się w życiu, że „dobro powraca”. Kubuś na święta został obdarowany przez Anioły zapasem pomocy dydaktycznych, zabawkami i przydatnymi przedmiotami. Minęło kolejnych kilka dni i los tak pozytywnie nas zaskoczył. Kubuś otrzymał dar, którego w życiu nie przewidywałam. Dobre Anioły jednej z firm zabezpieczą Kubusia na kilku miesięcy w możliwość intensywnej terapii. Motylek będzie miał szansę korzystania pod okiem specjalistów z terapii behawioralnej, sensorycznej i logopedycznej. Będzie to taki „wzmożony atak” w jego stan zdrowia, który z uwagi na barierę finansową był bardzo ograniczony… Te środki to niczym tęcza po ogromnej burzy. Stanęliśmy na rozdrożu. Już nie miałam pomysłu do kogo pukać, gdzie i  jak prosić o pomoc.

Z całych sił odpychałam myśl, że ich zabraknie, że Kubuś na jakiś czas będzie musiał przerwać wszelkie terapie z udziałem specjalistów. I to cieszy ludzi, którzy w życiu mają „pod górkę”. Cieszy podawanie pomocnej dłoni i otrzymywanie dobra, którego nie można opisać słowami.. Cieszy każde dobre słowo, każdy gest. Życie ponownie wydziela zapach. Zapach nadziei na lepsze jutro. Walka trwa i trwać będzie. Kiedy się skończy? Nie wiem”.

Wiesz Aniołku, wkrótce minie rok , kiedy babcia zasiadła do tego swojego „lapka” ..i zaczęła stukać na klawiaturze słowa, które dalej rodziły się w zdania. Planowałam napisać książkę dla Ciebie i o Tobie…Tylko jak?…Nie jestem literatem przecież. Od czego zacząć, co napisać ?Tyle myśli walczyło w mojej głowie. Chciałam sobie skopiować wszystkie zapiski z bloga …Nie, nie dało rady. Było ich zbyt dużo. Jednego byłam pewna …że MUSZĘ !! Pamiętam…miałeś kolejny atak, zatrzymali Ciebie w szpitalu. Twój ból jest moim bólem, to całkiem jasne…I wówczas właśnie tak mnie natchnęło …zaczęłam zrzucać wszystkie emocje , które nosiłam w sobie od lat…Pisałam, pisałam.. dzień, chwilkę snu, odwiedziny  Ciebie w szpitalu, powrót do domu i znowu pisanie niekiedy do rana…Nie czułam zmęczenia …Coś pchało mnie do przodu …Co ??? Moja Miłość do Ciebie Skarbie. To ona dodaje mi sił zawsze . Wiem, że kiedy słabnę -mogę upaść i zabraknie sił, żeby wstać. Nic z tego Syneczku…babcia odpoczywa , dużo rozmawia z Bozią…prosi, dziękuje i pokornie czeka. Wzmacniam się i jestem!! Dla Ciebie Kubutku, dla Mamusi, Tatusia, Cioci, wujka, dziadka, bliskich …dla Wszystkich, których bardzo, bardzo kocham.Wszystko  zrozumiesz Maluszku …już bliżej, niż dalej.Ta książeczka … , to mój debiut Słonko.Myślałam sobie cichutko, że duuuuuuuużo osób będzie chciało ją mieć..Tak nie jest Motylku, ale to nie moja wina -wiesz i nic to..Babcia bardzo się cieszy z każdego ciepłego przekazu od kogoś, kto poznał naszą historię, może łezkę uronił i podziękował za słowa Sercem moim pisane …Moim dla Ciebie!!Wiem, że kiedyś odejdę..Zostanie po mnie malutki ślad…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=U2HgnHWzzAQ[/youtube]

ŻYCIE SAMO SCENARIUSZ PISZE..

8 komentarzy

Kiedy źle się czuję chowam skrzętnie ból, niemoc…przetrwam, wstaję  mocniejsza.  Kilka ostatnich dni musiałam skupić się na sobie…i tylko na sobie. Nic gorszego od swojej własnej choroby . Niemoc, a wokół tyle spraw.Okropne. Zawsze uważam, że nie ma spraw bez wyjścia. Jednymi drzwiami wyproszą, są jeszcze inne do wejścia.

Bariera, która jest najtrudniejszą przeszkodą w życiu to utrzymanie , walka o zdrowie, kiedy  niechcący zaatakuje intruz zwany chorobą.  Przeszłam naprawdę koszmarne doby i wychodzę delikatnie na prostą . Drobnymi kroczkami na swój normalny tor. Już nie umiałam skrzętnie schować swojego samopoczucia…Musiałam zwyczajnie się poddać. Odrzuciłam cały zewnętrzny świat i czekałam pokornie, co dalej…Mój Motylek, Iskierka moja Kubutek sam kaszląc jeszcze- pytał mnie , czy „ozdrowieję”…Jasne, że tak Maluszku mój . Tak bardzo się staram…Tyle planów, spotkanie piękne ominęło mnie. Ja już dawno nie pytam dlaczego ??

O chorobie miłości

     Młoda narzeczona rozchorowała się na ospę, zanim weszła do chaty swego przyszłego męża. Ten zaś powiedział:

     – Bolą mnie oczy.

     A później:

     – Oślepłem.

     Zaprowadzono mu żonę do chaty. Kiedy umarła po dwudziestu latach małżeństwa, jej mąż otworzył oczy.

     Gdy go zapytano o przyczynę tego „cudownego wyzdrowienia”, odrzekł:

     – Nie byłem ślepy, ale udawałem, żeby się moja żona nie zamartwiała na myśl, że oglądam ją oszpeconą chorobą. Bajka afrykańska

 W chwilach, kiedy „lekko” niedomagam tak bardzo chciałabym, aby wszyscy moi bliscy niczym ten cudowny mąż zamykali oczy, przeczekali…Z czasem wstaję , bo muszę..Boże, jeszcze mam tyle w tym życiu do zrobienia…Ty mi tylko daj siły, ja zrobię resztę…Przepraszam też, że nie odpisuję na e-maile. Nadrobię, obiecuję!!!