Miesiąc: Lipiec 2011

„ Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu”

2 komentarze

Kilka dni temu pierwszy raz spokojnie obejrzałam przepiękny  film „ Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu”. Opowieść tak bliska sercom tych, którzy co dnia są trwają u boku osób dotkniętych AUTYZMEM.  Rowan- bohater filmu to kilkuletni chłopczyk, u którego zdiagnozowano AUTYZM…Rodzice wspierali dziecko w różny sposób stosując  terapie, które nie dawały widocznych efektów …Ojciec- podróżnik, dziennikarz zauważył, jak bardzo jego  syn kocha zwierzęta. Wśród nich jakby się wycisza..

Rodzice podjęli decyzję tak spontaniczną, szczerą, odważną…Setki kilometrów od ich miejsca zamieszkania ludzie obcują w świecie przyrody, dzikich zwierząt. Cywilizacja dotarła tam w śladowych ilościach—może tam odnajdzie siebie samego, może tam wydarzy się CUD….Wyruszyli z synkiem w  magiczną podróż z wiarą, że Rowan wyrwie się z Autystycznego świata. Wyjechali w okolice tak dalekie…mongolskie stepy…

Sceny w filmie …. widziałam w Rowanie dokładnie mojego Kubusia. Bezradna istotka zdana tylko na bliskich…cudownych rodziców. Układane w pudełeczkach zwierzątka …i zawsze kilka tych zabaweczek w rączce…Radość i złość…śmiech i nagły krzyk…szukanie kontaktu i odwrót w samotność…Potok dziwnych sylab, dźwięków…niekiedy słowo, zdanie wypowiedziane z sensem…Jazda na koniku…miłość do zwierząt…akceptacja mongolskiego rówieśnika i chwilowa ignorancja chłopca…Poukładane myśli…fotograficzna pamięć….i to coś, czego nie można opisać słowem…MIŁOŚĆ. Jej wierne dawanie przez Rodziców  i spontaniczne branie przez chłopczyka. Cudowna więź dziecka z Rodzicami…i Rodziców z dzieckiem. Bywały też chwile zwątpienia …i uśmiech na twarzach całej Rodziny…Patrząc na film zdałam sobie sprawę jeszcze czytelniej…ile człowiek jest w stanie dać drugiemu człowiekowi, kiedy więź jest tak silna…. Dziecko wymaga poświecenia ze strony rodziców w każdej godzinie życia, chore dziecko jeszcze więcej…Gdzieś pogrzebane i oddalone zostały marzenia o cudownym dzieciństwie potomka…On nie rozumie tylu pięknych emocji…Rodzic, bliski nie może czerpać radości z normalnego, kształtowanego czasem biologicznym okresu dzieciństwa. Ta radość ma swoje miejsce…to zrozumiałe…jednak jej wymiar jest inny.WALKA o DZIECKO…o jego przyszłość… Ojciec chłopca po jednym z dni, które pojawiają się często wśród osób z Autyzmem, kiedy to dziecko niespostrzeżenie cofnie się w rozwoju w trakcie kilku chwil popadł w zadumę…Rozmyślał na przyszłością kochanego Syna i zadał sobie pytanie, …co będzie z Rowanem, kiedy nas Rodziców zabraknie…czy czeka Jego umieszczenie w Ośrodku dla ułomnych…Tragiczne, okrutne myśli nachodzą nasze głowy właśnie w chwilach, kiedy następuje nieoczekiwany regres….Dziecko cofa się …powraca zachowanie jak w czasie przed postawieniem diagnozy…Jest, ale jego nie ma…Nie reaguje na słowa, płacze, odpycha wszelkie formy współpracy. I czas…złodziej emocji zwanej NADZIEJĄ…czekanie na delikatny przekaz…jestem…wróciłem….Bezsprzecznie trwanie u boku Autysty to huśtawka emocji negatywnych, pozytywnych…W minucie, kiedy dziecko niczym z letargu wchodzi w cykl poprawny, odtwarza to, co poznał, zapamiętał wyzwala się przeogromna radość…Boże…znowu jest z nami…idziemy dalej, na przód..Wzloty, upadki…POKORA, CIERPLIWOŚĆ, WIARA…i czekanie na ten CUD…Może się uda, może za czas jakiś pokona schorzenie…Może. Ile takich  pytań zada się w okresie wychowywania dziecka, potem młodzieńca, dorosłego???  To jest właśnie ta TAJEMNICA…okrutna tajemnica, do której klucza jeszcze nikt nie dopasował…

SŁONKO NAJDROŻSZE,ŻEBYŚ TYLKO POKONAŁ BARIERĘ I ZACZĄŁ MÓWIĆ…BĘDZIE TROSZKĘ LŻEJ ANIOŁKU….POWIESZ, CO WIDZIAŁEŚ…CO CIEBIE CIESZY, A CO STRACH RODZI…WALCZYSZ, ŻEBY WYGRAĆ…WIESZ…